Istnieje pewna prawidłowość, że  ilekroć pokuszę się o to, aby posiedzieć wieczorem trochę dłużej, mogę być pewna, że któreś z dzieci postanowi udowodnić mi, że spać trzeba chodzić o „ludzkiej porze”. Tym razem był to najmłodszy z chłopców Julianek. Pobudka nastąpiła szybko, bo po około 40 minutach od momentu, kiedy się położyłam. Z elektronicznej niani rozległo się złowieszcze „Mama!”,  zawołane najsłodszym głosikiem świata. Po

Czytaj dalej