KAROLINA MALINOWSKA
„Mój styl zależy ode mnie, a nie od tego, co mi dyktują projektanci”. To mówi 
top modelka, która chodziła po wybiegach największych projektantów. I dodaje: „Chodzi o to, aby wybrać z mody to, co do nas pasuje”. A my w HOT się pod tym podpisujemy. Sesja Karoliny oraz rozmowa z nią to fajna lekcja modowych wyborów. Jest też druga rozmowa – na hotmoda.pl – o tym, jak Karolina radziła sobie w świecie wielkiej mody. Przeczytajcie.
Ulubiony kolor: 
Czarny, bo chowa co trzeba i podkreśla co trzeba. Jest po prostu uniwersalny.

Oversize czy blisko ciała?
Zawsze oversize, nawet gdy ciało jest doskonałe. Daje wolność i pozostawia nutę tajemnicy. A najlepiej miksować oba fasony.

Spodnie czy sukienka?
Jestem matką trzech chłopaków, więc zdecydowanie spodnie.

Futro naturalne czy sztuczne?
Żadne. Nie lubię i nie ma siły, która zmusiłaby mnie do jego kupienia. Poza tym futro postarza, więc po co je nosić.

Skóra czy koronki?
I skóra, i koronki mogą fajnie wyglądać zarówno na wieczór w restauracji, jak i na wieczór w sypialni. Warto się nimi pobawić.

Must-have:
Dobre dżinsy, które podkreślają walory i ukrywają wady (w moim przypadku z wysokim stanem, aby schować brzuch) plus marynarka. Powinno się mieć czarną, białą, może szarą.

W szafie najwięcej mam…
torebek. Na ich punkcie jestem rzeczywiście zakręcona. Mam około 50. Właśnie kupiłam sobie moją pierwszą chanelkę, zbieram na nią bardzo długo. Ale w końcu jestem jedyną kobietą w domu, więc mogę ją mieć.

Pierwszy prawdziwie modowy zakup:
Torebka od Gucci. Była pierwszą rzeczą, jaką kupiłam dla siebie, mniej więcej po roku pracy jako modelka.

Twój styl na co dzień…
zależy od tego, ile mam rano czasu. Lubię wygodę, ale też uważam, że strojem wyrażamy szacunek do innych, dlatego należy do niego przykładać uwagę.

Na wyjścia często wybierasz polskich projektantów, bo...
mamy mnóstwo młodych zdolnych ludzi. Ponadczasowe garnitury Marlu, niesztampowe projekty Just Paul, moda Roberta Kupisza, zjawiskowe torebki Sabriny Pilewicz… Za granicą zawsze słyszę o nich pozytywne komentarze i jestem dumna. Myślę: wow! tym ludziom naprawdę się chce i udaje im się!

Nigdy nie założyłabym…
kolorowych rajstop. Kojarzą mi się z przedszkolem. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego kobiety je noszą. Dla mnie jedynym dopuszczalnym kolorem rajstop jest czarny.

Bielizna:
Powinna być jak druga skóra. Co z tego, że masz na sobie piękne koronki, jeśli tu cię uciska, tam cię swędzi. Nie mam swojej marki, ale mam koleżankę Jolę Lewicką, która ma salon z bielizną, w warszawskiej Galerii Mokotów.

Buty:
Muszą być wygodne. Zostało mi to z czasów, gdy byłam modelką. Na castingi biegałyśmy w trampkach albo traperach, a te wszystkie piękne szpilki miałyśmy schowane w
torebkach, bo żadna z nas nie wytrzymałaby w nich w metrze. Z polskich marek cenię sobie Kazar. Często kupuję też na deezee.pl.

Biżuteria:
Lubię, gdy się świeci. Jestem ambasadorką marki Apart, więc mam ułatwiony dostęp 
do biżuterii. Podobają mi się też rzeczy Zozo Design. Jesteśmy kobietami, mamy przywilej, że możemy nosić biżuterię i głupio byłoby z niego nie korzystać.

Modowa zasada:
Przed wyjściem z domu zdejmij chociaż jedną rzecz – tak mówiła Coco Chanel. I druga: staram się nie miksować więcej niż trzy kolory w jednym looku.

Urodowa zasada:
Po trzydziestce zawsze jest czas na makijaż.

W makijażu oczy czy usta?
Oczy. Lubię maskarę Better Than Sex marki Too Faced. Nie wiem, czy jest lepsza niż seks, ale świetnie podkreśla rzęsy.

Do twarzy:
Liczy się dobry podkład. Mój to Avon Lux, nie uczula i świetnie komponuje się ze skórą.

Do pielęgnacji:
Balsam z olejem arganowym Bielendy, nie wyobrażam sobie innego.

Operacje plastyczne:
Jedna zmiana za mną – uszy. Były moim kompleksem. Na żadne inne się nie zdecyduję, bo choć wszystko jest dla ludzi, wolę pozostać sobą.

Twój fryzjer:
Jestem fanką Maćka Wróblewskiego, który ma salon w hotelu Hilton. Znamy się 20 lat 
i ufam mu bezgranicznie.

Aby być w formie…
przyjaźnię się z Ewą Chodakowską. A że sama przyjaźń nie wystarcza, ćwiczę. Jeżdżę do jej studia, albo najzwyczajniej w świecie brykam przed telewizorem. Systematycznie!

Sport:
Jazda na rowerze. Nie dość, że działa na wszystkie mięśnie, to jeszcze pozwala obserwować miasto z innej perspektywy niż zza szyb samochodu.
Ulubiona kuchnia:
Włoska. Włosi są kulinarnymi mistrzami. Tak niewiele składników używają, na ogół prostych i tanich, a wychodzi coś wspaniałego. Genialna włoska knajpa w Warszawie – Doppio Cuore, czyli Podwójne serce, jest przy Gałczyńskiego 3. Nie znam lepszej.

W kuchni polskiej uwielbiam… 
ruskie pierogi mojej babci. Nawet Mateusz Gessler przyznał, że są smaczniejsze niż jego i poprosił o przepis.

Ulubiona pora roku: 
Zima, za święta i za klimat oczekiwania na… wiosnę.

Gdy chcę sobie poprawić humor… 
wsiadam do samochodu i jadę dokądkolwiek: bez celu po mieście, na kawę, robię najazd przyjaciółce.

Hobby: 
Czytanie. Każdy rodzaj literatury, od kryminałów po książki historyczne.

Książka, do której wracasz: „Mistrz i Małgorzata” oraz „Portret Doriana Graya”.

Twoja muzyka: 
Od Andrei Bocellego, przez Perfect, Andrzeja Zauchę, George’a Michaela, po Beyoncé.

Ulubione kino: 
Stare. Mama zaraziła mnie miłością do dawnych filmów i musicali. Przedwojenne polskie produkcje, „Przeminęło z wiatrem”, wszystko, w czym gra Barbra Streisand – oglądam pasjami.

Zawsze mam w torebce: 
balsam do ust Carmex. I na 100 procent jakiegoś resoraka albo inną niespodziankę, którą wrzucą mi dzieciaki, abym miała fajny dzień.

Często zdarza ci się mówić: 
No i co z tego? Chodzi mi o to, żeby nie przywiązywać zbyt dużej wagi do rzeczy, które łatwo zmienić, albo przeciwnie – na które nie mamy wpływu.