Będąc mamą trójki dzieci, zostałam poproszona o jedną z najważniejszych w moim życiu rozmów… Jak mówić o rodzicielstwie ludziom, którzy każdego dnia walczą o to, aby zostać rodzicem?

Przeczytajcie, proszę.

 

Marzenie o wyspie

Z Karoliną Malinowską rozmawiała Magdalena Modlibowska.

 

Pierwsze dziecko urodziłaś w wieku 26 lat. To dość wcześnie jak na obecne czasy

Z mojego punktu widzenia jednak dość późno, byliśmy małżeństwem już od 6 lat, kiedy pojawiło się pierwsze dziecko.

Ale w Twojej branży? W modelingu?

Macierzyństwo i branża to dla mnie dwie zupełnie różne rzeczy. Kiedy zakładasz rodzinę, to jedną nogą wychodzisz z pewnych rzeczy, które robisz, to naturalne, przynajmniej dla mnie. Zawsze chciałam mieć dzieci, więcej niż jedno i więcej niż dwójkę. Wiedziałam, że będę mamą trójki, to nie podlegało w ogóle dyskusji. Dzisiaj świat dyktuje taki trend, najpierw kariera, najpierw ja. Chociaż stanę teraz trochę w opozycji do tego, co mówię – słynna kampania „nie zdążyłam” była czymś strasznym. Wybór kobiety powinien być wolnym wyborem. Ja jestem mamą trójki dzieci, ale świetnie rozumiem kobiety, które nie chcą mieć żadnego. Oczywiście o ile jest to świadoma decyzja, niepodyktowana tym wszystkim, co wmawia się nam, że „musimy”. Musisz być piękna, musisz być szczupła, musisz być świetna w swoim fachu, udowodnić że możesz szybciej, lepiej, dalej. A ty nic nie musisz.

Dodałabym „musisz być matką, żoną”…

Tak, to do kompletu. I musisz być na każde zawołanie. A do tego te wszystkie dobre rady… Ja zawsze odpowiadam na nie: „no weź i zrób”.

Jak sobie radzisz jako aktywna zawodowo matka trójki dzieci?

Nie zawsze sobie radzę. Mam takie momenty, że szlag mnie trafia, mam wszystkiego dość i najchętniej wyszłabym z tego domu i wzięła walizkę i już nigdy nie wróciła. To oczywiście mija po 10 minutach, bo patrzysz na to wszystko i mówisz sobie: „To jest sens”. Przez długi czas wydawało mi się że muszę wszystko robić sama. Sama sprzątać, sama gotować, sama zajmować się swoimi dziećmi. Ale od kiedy pozwoliłam sobie na niedoskonałość, jestem szczęśliwsza. Gdzieś w tym wszystkim jestem jeszcze ja jako ja, Karolina Malinowska.

Myślisz, że dzięki temu jesteś lepszą mamą?

Nie wiem, czy jestem fajniejszą mamą, bo to ocenią kiedyś moje dzieci. Ale ja czuję się z tym dobrze. Myślę sobie o tym, że mój syn ma teraz lat 7, ale za 10 lat nie będzie mnie już potrzebował 24 h na dobę. Z czym wtedy zostanę? Z niespełnieniem? Z frustracją?

Z Karoliną Malinowską!

Taką, jaką ukształtuję. I to są dla mnie szalenie ważne rzeczy. Dlaczego miałabym poświęcać się dla swoich dzieci? Jasne, są rzeczy, z których rezygnuję, ale robię to świadomie i za swoim własnym przyzwoleniem. Mówimy, że matkom w Polsce nie wypada powiedzieć, że jest im źle. A jeśli właśnie jest im źle? Mama nie może powiedzieć, że jest zmęczona? A właśnie że może. Ja rozumiem, że nie należy dawać dzieciom tabletów, telefonów, ale jeśli mam ochotę napisać maila albo napić się kawy, albo pogadać z koleżanką 20 minut, to włączam im te bajki i nie mam wyrzutów sumienia. Ja też jestem ważna.

Ważna w życiu czterech facetów! Jesteś ich księżniczką?

Nieeee. Jestem raczej robolem, który wstaje codziennie rano, odprowadza dzieci do szkoły i przedszkola, ogarnia wszelkie domowe rzeczy. Trzeba zaplanować zakupy, banalne, ale życiowe sprawy. Jestem też dla moich chłopaków kumplem, ale takim, który nie zapomina, że przede wszystkim jest mamą. To, że mamy jakiś wspólny sekret jako kumple, oznacza, że ty swoją postawą zasługujesz na to, żebym dopuściła cię do swojego dorosłego świata.

Często ludzie dręczą Cię pytaniami o dziewczynkę?

O rety, za każdym razem! To jeden wielki koncert życzeń! Teraz jest spokojniej, najgorzej było, jak byłam w trzeciej ciąży. Gdy mówiłam, że to będzie trzeci chłopak, słyszałam: „Ojej, przykro mi”. Kurczę, a mnie nie! Dziecko to jest dziecko. Śmieję się, że jakby była dziewczynka, kochałabym jak swoje (śmiech). Cieszę się, że mam trzech synów. Mam jeden męski świat, ale tak naprawdę trzy różne, bo każdy z nich jest kompletne inny. To mi zresztą bardzo pomaga w wychowywaniu. Oni się wspólnie bawią, mają podobne zainteresowania, jeden drugiego podciąga.

A gdyby była dziewczyna?

Gdyby babcia miała wąsy, to by była dziadkiem (śmiech). Nie wiem. Podejrzewam, że to jest równie przepiękny i równie fascynujący świat. A może dobrze, że nie mam córki, wszyscy wymagaliby, żeby była piękna po rodzicach, była modelką… A przecież mogłaby zostać malarką na ulicy, gdyby tylko była szczęśliwa i zarabiała tym na chleb, to w porządku.

A myślisz o przyszłości chłopaków? Marzysz, żeby poszli w jakimś konkretnym kierunku?

Myślę, jak każdy rodzic. Ale unikam wchodzenia w szczegóły. Czekam na taki moment, w którym moje dzieci staną się całkowicie niezależnymi bytami. Przyjdą i powiedzą, że chcą w życiu tego i tego. Na razie jeden chce zostać Mistrzem Yodą, drugi chciałby żyć w starożytnym Egipcie, a najmłodszy uwielbia bawić się w kucharza (śmiech). Oczywiście, że chciałabym, żeby skończyli dobrą szkołę, mieli dobrą pracę. Ale najważniejsze jest dla mnie to, żeby byli bezpieczni.

Jak to rozumiesz?

Żeby mieli co włożyć do garnka, mieli dach nad głową i żeby byli zdrowi. A co i gdzie będą robić, nie ma znaczenia. Chciałabym, żeby byli dobrymi ludźmi, którzy wiedzą, co jest złe, a co dobre. To jest dla mnie bezpieczeństwo. Nie mam wpływu na to, czy będą lekarzami, czy prawnikami, czy będą zamiatać ulice. Ja mogę pokazać dzieciom, jak wygląda świat i ile można z niego wycisnąć, bo można cholernie dużo. Ale nie każdy ma determinację, siłę i nie każdemu najzwyczajniej w świecie się chce.

Wyobrażasz sobie życie bez dziecka?

Nie odpowiem ci na to pytanie, bo nie pamiętam, jak było przed macierzyństwem. Pamiętam pracę, ale nie pamiętam, jak to było nie mieć dzieci. Mam znajome, które świadomie mówią, że nie chcą mieć dzieci, i nie żałują, że nie mają dziecka, mimo że są dojrzałymi kobietami. Umiem to uszanować.

Niepłodność wciąż jest tematem tabu. Jak myślisz, dlaczego tak jest?

To jeden z efektów kultu „nie mogę”. Nie mogę być brzydka, nie mogę być gruba, nie mogę być wściekła, nie mogę być niedoskonała, nie mogę być niepłodna. Dzisiaj wszyscy mówią: MOŻESZ, wszystko możesz. Lecz nie zawsze tak jest. Nie wszystko możesz i to jest OK.

Masz w swoim otoczeniu osoby, które zmagają się z niepłodnością?

Mam i bardzo podziwiam je za tę walkę. Szlag mnie trafia, że ktoś w rządzie decyduje o tym, czy kobieta może być matką, czy nie może. Nikt nie ma prawa decydować o tym, czy możesz rodzić dziecko i czy możesz o nie walczyć. Nikt nie ma takiego prawa. Zawsze to będę mówić.

Myślisz, że twoi synowie zostaną ojcami?

Myślę, że tak, ale nigdy nie ma pewności, nie wizualizuję sobie tego. Ja nawet nie chcę wchodzić w temat przyprowadzania do domu dziewczyn, a może chłopaków? Chcę, żeby byli szczęśliwi. Po prostu.

A masz rodzeństwo?

Mam brata młodszego o półtora roku, mamy absolutnie kumpelskie, bardzo przyjazne relacje.

Jak dbasz o to, żeby Twoi synowie też mieli między sobą takie relacje?

Nie muszę, oni sami doskonale o to dbają. Najpiękniejsze są u nas soboty, kiedy Julian się budzi i dwaj starsi ścigają się, który pierwszy wyciągnie Juliana z łóżeczka. Obaj świrują na punkcie swojego najmłodszego brata. Oczywiście są między nimi waśnie, ale nigdy rękoczyny. Zawsze się potrafią dogadać. No i mogą trzymać front przeciw rodzicom, to bardzo łączy.

Co jest dla Ciebie synonimem najlepszego relaksu?

Lubię być sama. Moja praca polegała na tym, że byłam ciągle sama, ciągle w rozjazdach, wysyłali mnie to tu to tam. Gdyby wysłali mnie na pół roku na bezludną wyspę, to bym sobie siedziała tam sama i nie byłoby dla mnie problemu. Takie typowo babskie rzeczy też mnie cieszą, ale jak idę na manicure, to zaraz wyciągam zeszyt i coś notuję, planuję, bo jest mi po prostu szkoda czasu.

Jesteś zatem świetnie zorganizowana!

Ależ nie, wręcz przeciwnie. Patrzę na kończący się dzień i myślę, ile jeszcze mogłam zrobić. Na szczęście mieszkam z Mamą i Babcią i na co dzień mogę liczyć na ich pomoc. Dzięki temu nasze życie jest wyjątkowo komfortowe, bo są rzeczy, o które nie muszę się martwić np. obiad. Czasem myślę, że trochę mnie to rozleniwia. Ale gdy ostatnio rozmawiałam z Mamą, powiedziała: „Pozwól sobie na to, jak nie będę miała siły, to ci powiem”.

Poza tym cieszę się, że moje dzieci mogą obcować z moją babcią. Słuchać jej i patrzeć na nią, oswajać w ten sposób starość. W tym kulcie piękna i młodości współczesnego świata widzieć ciągłość, przemijanie życia. Ja też czerpię z jej mądrości życiowej. Ona przeżyła wszystko, okupację, komunę, wolną Polskę, mechanizm u podstaw jest zawsze taki sam. Ona jest bardzo bacznym obserwatorem dzisiejszej rzeczywistości.

Masz myśl, którą chciałabyś przekazać tym, którzy jeszcze nie są na etapie rodzicielstwa?

Tak, tak. Rodzicielstwo jest równie piękne, co trudne i przerąbane. Jeśli więc nie jesteście na tym etapie, a bardzo na niego czekacie, to w tym wszystkim nie zapominajcie, żeby cieszyć się tym dniem, który mija. Bo być może uciekł Wam kolejny dzień bez waszego wymarzonego dziecka, ale nie pozwólcie, aby uciekł wam dzień bez Was samych.

Dziękuję za rozmowę.

Wszystkich zainteresowanych dostępem do pełnej treści magazynu zapraszam na stronę e.chbr.pl