Marcina Ambroziaka poznałam na jakiejś konferencji, którą kiedyś razem prowadziliśmy. Miły, szarmancki, uśmiechnięty. Spokojny, rzeczowy. Pomyślałam sobie, fajny gość. Los zetknął raz ponownie jakiś czas temu, a ja pomyślałam, że właśnie takiego lekarza szukają kobiety. Namówiłam Go na rozmowę, choć nie było to łatwe. Ale mam! Udało się! Oto wywiad z Marcinem Ambroziakiem.

 

Od czego jesteś lekarzem? Od ciała czy od duszy?

 

Wiesz, chyba trudno powiedzieć. Są pacjentki, które wcale nie potrzebują tego, żebym je w ekspresowym tempie upiększył, tylko tego żebyśmy pogadali.

 

To chyba musi być obciążające. Bo za każdym człowiekiem, za każdą chęcią zmiany stoi inna historia.

 

To zależy. To jest naprawdę skomplikowane. Większość moich fantastycznych pacjentów stało się kumpelkami moimi i mojej żony. I to nie jest obciążające, tylko przyjemne. Ale są momenty, kiedy zauważam, że u danej osoby jest coś nie tak. Nie umiem tego nazwać, bo nie jestem psychologiem. Widzę, że coś jest nieposkładane. Staram się pomóc na tyle na ile potrafię i na ile mogę. Lata temu tego nie robiłem, dziś wiem, że tak nie wolno. Bo te problemy wracają później i są tłumaczone, jako niezadowolenie z zabiegu. Po rozmowie wychodzi, że efekty zabiegu są doskonałe, a kłopot jest gdzieś zupełnie indziej. Mam też sytuacje, że pacjentka przychodzi niezadowolona z pracy moich kolegów, choć ja obiektywnie widzę, że ta praca została dobrze wykonana.

 

Co wtedy robisz?

 

Zaczynamy dyskusję. Co Pani robi? Jaką ma pracę? Jaki dom? Często pacjentki przyjeżdżają z partnerem. I choć on i ja twierdzimy, że jest naprawdę dobrze, a kobieta upiera się przy swoim, to zdarza mi się wtedy powiedzieć, że mogą to być objawy depresji. Pięćdziesiąt procent tych pacjentek nie wraca. Nie jestem psychologiem, ani psychiatrą, ale widzę pewne rzeczy.

 

A widzisz czasem w gabinecie naprawdę piękne kobiety, które nadal chcą coś poprawiać?

 

Tak, ale naprawdę rzadko. Bardzo dużo się o tym mówi w wywiadach, bo to jest nośny temat. Dziś dziewięćdziesiąt procent pacjentów to ludzie zadowoleni z życia. Z powodzeniem moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Ale są też pacjenci „hiperestetyczni”. Do tej grupy należą te osoby, po których widać, że wyglądają perfekcyjnie, a nadal im coś nie pasuje. Bo nigdy nie będzie dobrze. I tu nie chodzi o to, że nie wiedzą czego chcą. Chodzi o to, że ten wcześniej już wspomniany „problem” jest gdzie indziej.

 

Ostatnio widziałam się z koleżanką, którą mąż usilnie namawia na operację powiększenia biustu, choć ona nie czuje takiej potrzeby. Jak reagujesz w takich przypadkach?

 

To jest chore. Okropne. Zdarza się na szczęście relatywnie rzadko. Wtedy się nie mieszam, bo to nie są moje sprawy. Jeśli są wskazania medyczne to mogęmożemy wykonać zabieg, ale nigdy nie zdarzyło mi się namawiać pacjentki na siłę. Nie robię tego i nie będę. Ale jeśli przychodzi do mnie kobieta i mówi, że mąż nie chce z nią sypiać, bo ma grube nogi i musi zrobić liposukcję… To czasem popatrzymy sobie w oczy i wtedy oboje wiemy, że to wcale nie o nogi chodzi…

 

Masz opinię człowieka bardzo empatycznego, doskonałego lekarza… I osoby, której chce się pomóc innym dla idei… Za darmo.

 

Oj… To prawda, ale nie jest to coś, czym się szczycę. W takich wyjątkowych chwilach, kiedy po prostu chcemy pomóc komuś zmienić jego życie, to zgodę na taki zabieg musi wyrazić cały zespół. I najczęściej tak jest. Ostatnio mieliśmy uroczą pacjentkę. Młoda dziewczyna, dotknięta dermatomiozitem – zapaleniem skórno-mięśniowym, gdzie między innymi dochodzi do nierównomiernego ułożenia tkanki tłuszczowej i zaników mięśniowych. Wykonaliśmy u niej liposukcję łydek. W życiu czegoś takiego nie widziałem. Szczuplutka, zgrabna dziewczyna, ale jej nogi wyglądały jak bicepsy Popeya. Nie mogła sobie pozwolić na taki zabieg, więc postanowiliśmy jej pomóc. Udało się. I daje to cholernie dużo radości.

 

I nie wykorzystasz tego w swoim PR? Nie chcesz być celebrytą? Inni chcą…

 

Wiesz każdy ma swoją drogę i każdy lubi co innego. Ja z moją żoną Asią staliśmy się bardzo rozpoznawalni po tym programie. Ale nie chcemy być gwiazdami, taki PR mnie nie interesuje. Za mnie ma przemawiać mój profesjonalizm i staram się, aby tak było. Cieszę się, że zaprosiłaś mnie do tej rozmowy. Fajnie, że kobiety będą mogły poczytać o tym jak wygląda moja praca od kuchni, ale na ściance mnie nie zobaczysz. Nie mój klimat. Wiesz, mam ukochany film „Wakacje w Rzymie”, jego główny bohater grany przez Roberto Benini zostaje sławny bez żadnego wyraźnego powodu. Leopoldo Pisanello ma normalne życie urzędnika aż tu z dnia na dzień telewizja chce wiedzieć, co jadł na śniadanie. Wariactwo i to wariactwo kończy się z dnia na dzień. Bo znajdują innego Leopoldo… I tak to dla mnie wygląda. Wiesz, dermatolog gwiazdą!

 

Co jest fascynującego w medycynie estetycznej?

 

Rozwój. Szybki, dynamiczny. Momentami bardzo zaskakujący dla nas lekarzy. Pełna fascynacja. I to, że nie muszę się nikogo o nic prosić. Sam sobie sterem i okrętem z najlepszą możliwą załogą na pokładzie. Staram się mieć wszystkie nowości, bo to takie moje zabawki. Jednym z moich ostatnich zakupów jest laser pikosekundowy, który usuwa tatuaże w pięć zabiegów. Działa jak fraxel tyle, że nie ma po nim rekonwalescencji. Żadnych strupów. Ja się nie nudzę, aż czasem żałuję, że nie mam więcej czasu aby posiedzieć przy tych maszynach. Mamy nowy laser do leczenia łuszczycy i bielactwa, który działa cuda, a ja jeszcze nie miałem się kiedy nim pobawić…

 

Co z momentami w których przychodzi pacjent, a Ty mimo wielu prób nie jesteś w stanie mu pomóc…

 

Nienawidzę tych chwil. Czuję wtedy bezsilność. Nigdy nie zaryzykuję też poważnych powikłań. Traci się trochę ze swojej boskości, a każdy lekarz ma kompleks Boga. Trudne przypadki to np. łysienie plackowate. Żal mi tych dzieciaczków, szczególnie dziewczynek. Mamy taką metodę wyuczoną przez moje guru profesora Langnera, że jeśli przez rok nie będzie efektów, to dajemy spokój na jakiś czas. Ciężkie są te momenty, kiedy musisz powiedzieć rodzicom i dzieciom, że nie ma szans w tym momencie. Drugą taką grupą są pacjenci po szybkim chudnięciu, którzy mają wyjątkowo duże płaty rozciągniętej skóry. Niby trzeba po prostu wyciąć i już. Ale to są bardzo ciężkie, trudne i obarczone dużym ryzykiem operacje. Jest to kawał ukrwionego ciała, a towarzyszą mu często cukrzyca, otłuszczenie wątroby, zakrzepica… I już samo podanie znieczulenia może zakończyć się źle. Decyzja leży wtedy w rękach chirurgów.

 

A pamiętasz taki zabieg, na koniec którego sam się popłakałeś? Ludzie przychodzą tu po to żeby być pięknymi, ale przychodzą też żeby zyskać nowe życie.

 

Pamiętam małą dziewczynkę z naczyniakiem i udało się zadziałać, żeby zniknął. I ona po tym wszystkim uwiesiła mi się na szyi. I pękło… Miło.

 

Z czym najczęściej przychodzą pacjenci?

 

Ojej dużo tego jest. Ostatnio usta. Stałem się ekspertem od ust dzięki poczcie pantoflowej pacjentek. Często przychodzą ze zdjęciami ust. Taki trend chyba.

 

A faceci?

 

Wbrew pozorom na botox między brwi. Serio.

 

Czy to prawda, że jak się zacznie przygodę z medycyną estetyczną to ciężko przestać?

 

Prawda. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Jak raz kupisz sobie fajne ciuchy, to chciałabyś kupować je już zawsze. Ale można, nie trzeba! Rozgraniczmy to.

 

Czemu tak jest, że większość z tych kobiet korzystających z medycyny estetycznej wygląda bardzo podobnie? Wiesz, trochę jak klony prawdę mówiąc…

 

Nie wiń za to lekarzy. Wynika to z pewnych przyjętych kanonów piękna. Mówimy, że pełne usta są piękne. Trójkątna twarz piękna. Mały, zdarty nosek- doskonały. No i skoro wszyscy dążą do tego samego, to twarze stają się podobne. To jest idiotyczne, ale tak działa ten świat.

 

To na koniec pochwal się co można sobie fajnego u Was zrobić?

 

Przede wszystkim teraz zabiegi na ciało, które działają cuda. Zeltiq, Ultraformer, Venus. Przed latem idealne. Po lecie zapraszam na regenerację twarzy po słońcu. Naszym najnowszym dziełem jest szpital, który już za chwilę otwiera się w Piasecznie (róg Puławskiej i Marynarskiej) . Będzie tam chirurgia plastyczna, dermatologia estetyczna, ginekologia estetyczna, urologia. Bardzo się cieszę!

 

A czemu to wszystko jest tak cholernie drogie?

 

Bo musi. Sam materiał jest drogi i to bardzo. Efekty starczają na pół roku, masz do utrzymania klinikę, personel… Ale przede wszystkim masz gwarancję, że zabieg wykonuje ktoś do tego przeszkolony na najwyższym poziomie.

 

Dobra, to kawa na ławę! Co Malinowska powinna sobie zrobić?

 

E tam… Możesz poprawić jakość skóry zabiegami, nic więcej. Jak będzie Ci potrzebne to Ci powiem.