Nareszcie ciepło!

Wiosna, za chwilkę lato. Aż chce się żyć. 😉

Wiecie, nigdy nie byłam osobą, która popadała w stany depresyjne z powodu zimy, jak wielu moich znajomych. Mam przyjaciół, którzy każdą zimę spędzają w upalnej Tajlandii… Czasem im zazdroszczę, a jednak obserwowanie wiosny, ma w sobie coś magicznego. Nawet bardzo. Pierwsze kwiaty, śpiew ptaków, wyczekiwanie na polskie truskawki i młode ziemniaczki. Ech…

Wiosna to także ostatni dzwonek przed latem, aby się ruszyć z kanapy do uczciwej pracy nad sobą. To jak wiecie staram się praktykować od dłuższego czasu i widzę wymierne rezultaty. Talia w końcu jest, spodnie z kartonu pod tytułem „kiedyś wejdą mi na tyłek”, faktycznie wchodzą. Ba! Jedne nawet spadają, co mnie bardzo cieszy. 😉 A jak u Was z tym tematem?

Wiosna to dla mnie także czas, jak to nazywam „totalnego przeglądu”. Zaczęłam od okulisty, i niestety nie dostałam fajnych wieści. Astygmatyzm i to mocny – stąd moje mniejsze oko na niektórych zdjęciach ;-(. To także czas na inne badania- morfologia, cytologia, wizyta w u doktora Ambroziaka, żeby przekonać się ile centymetrów zgubiłam dzięki zabiegom. Tak, korzystam z nich i nie wstydzę się do tego przyznać. Nie kroję się, nie ostrzykuję, nie botoksuję ani żadne takie. Chodzę na zabiegi, które mają pomóc mi zrzucić brzuszek. Pisałam Wam już o tym szczerze tutaj. Swoją drogą przyznam Wam, że fascynuje mnie działanie kliniki medycyny estetycznej. Nie. Nie doszukujcie się skandali i nazwisk gwiazd (choć pewnie byście się zdziwili), chodzi mi o różnorodność pacjentów, ich potrzeb i wyobrażeń. Przyznaję, że poprosiłam Marcina Ambroziaka o udzielenie wywiadu dla mojego bloga, o tym z czym się ta praca wiąże. I zgodził się. To jedna z fajniejszych rozmów, jakie miałam okazję przeprowadzić.

Ale do konkretów- talia -6cm, biodra -5 cm no i brzuch -7 cm!!! Nie wiem, czy to dużo, czy mało, bo każdy ma pewnie inną miarkę, ale dla mnie to cały ogrom i pół szafy. Jestem szczęśliwa! Nie oszukujmy się, oczywiście, że  same zabiegi na nic, jeśli nie ćwiczymy i nie pijemy wystarczająco dużo wody. Ja z ręką na coraz bardziej jędrnym tyłku mogę powiedzieć, że oba te warunki spełniłam. Sukces!!! Przede mną dalsze zmagania, ale o tym kiedy indziej.

Panie i panowie, błagam Was o jeszcze jedną rzecz. Koniecznie przed latem, koniecznie przed wystawianiem się na słońce przed smażingiem i plażingiem idźcie do dermatologa zbadać wszystkie podejrzane znamiona na waszym ciele. Ja miałam wyjęte z życia 24 godziny kiedy zobaczyłam coś, co wyglądało jak czerniak… Bałam się strasznie, ale poszłam do Ambroziaka ( jest przede wszystkim wybitnym dermatologiem) i pokazałam mu znamię. Nie panikował. Był spokojny i rzeczowy. Obejrzał je pod mikroskopem i kazał odetchnąć. Diagnoza- naczyniak. Pyk laserem i po kłopocie… Tylko tyle. Na szczęście. Nie opalam się specjalnie, bo nie lubię. Po prostu. Poza tym kiedy masz trójkę dzieci, to biegasz po plaży z łopatką i pilnujesz żeby, się któryś nie utopił. Nie leżysz na kocyku bo nie masz czasu 😉 Ale wiem, że słońce może być naprawdę niebezpieczne…

A Ty? Kiedy się ostatnio badałaś? Przypomnij też o tym swojej mamie, przyjaciółce, siostrze… a może pakiet badań będzie dobrym prezentem na Dzień Matki?