Wróciłam właśnie z bazarku. Rondo Wiatraczna to jedno z moich ulubionych miejsc, zawsze znajduję tam świeże owoce, warzywa czy mięso. Można tam w sumie kupić prawie wszystko 😉 Pisałam już o nim tutaj.

Wiele osób sprzedaje tam także ubrania, jak to na bazarze. Większość z nich to Wietnamczycy lub Ormianie. Baba jak to baba czy bazar, czy ekskluzywny butik popatrzeć musi 😉 Ja też musiałam. Klientów im nie brakuje, bo wiadomo, że każdy chce kupić coś jak najtaniej. Nie oceniam ubraniowych wyborów, bo każdy nosi co mu się podoba.

Mam jednak poważny problem z innym zagadnieniem… W przymierzalni stała młoda dziewczyna (może miała ze siedemnaście lat) i mierzyła jakieś sukienki. Co chwilę odsłaniała kotarę i wołała do obsługującej ją około pięćdziesięcioletniej kobiety „A masz taką L?!”. „A te różowe bluzki masz za ile?”. To nie pierwszy raz, kiedy słyszę takie zdania. I tak się zastanawiam, czy nas Polaków nie stać na kulturę słowa w stosunku do obcokrajowców? Czemu do Brytyjczyka, Szwajcara czy Niemca nie odzywamy się w tak chamski i lekceważący sposób?

Cing Ciang Ciongi!  Żółtki. O tak właśnie mówimy o Chińczykach, czy Wietnamczykach. Ruskie to Ruskie. A już Cyganie gorsi niż zaraza! Mieszkam na starych po stadionowych terenach warszawskiej Pragi. Codziennie spotykam i kumpluję się z Romami czy Ormianami. Spotykamy się w osiedlowych sklepach, na placach zabaw czy w przedszkolu. Bardzo sobie cenię te znajomości i uśmiechy, które spotykają mnie na ulicy. Szacunek i życzliwość.

Kiedy ktoś, kogo nie znam mówi do mnie na Ty zawsze czuję się nieswojo i zdarza mi się zwrócić uwagę na takie zachowanie, kiedy wydaje mi się ono niestosowne. Lubicie, kiedy Was to spotyka? Chyba nikt z nas nie lubi.

Ten krótki post jest apelem o to, aby choć przez chwilę zastanowić się czy naprawdę tak strasznie ciężko przychodzi nam powiedzenie do kogoś „Pan” czy „Pani”? Chyba nie. Spotykacie się z takimi sytuacjami? Wiecie o czym piszę? Czekam na Wasze komentarze.