Nigdy nie należałam do osób, które mają jakieś wielkie pretensje o to, że na świecie panuje zima. Jak powiedział klasyk „sorry, taki mamy klimat”. Co zrobić 😉 Ale ten rok naprawdę dał mi w kość. Tak bardzo się cieszę, że nareszcie zaczęły się ciepłe i co ważniejsze słoneczne dni 😉

Potworzaki też się cieszą. Do łask wróciły hulajnogi i rower. Uczymy się na dwóch kółkach 😉 znaczy się ja już potrafię.  Wyjście z trójką dzieci na spacer to niezłe wyzwanie. Olivier w pracy poza Warszawą, ale mój dzielny brat Piotr postanowił mi towarzyszyć, za co mu bardzo dziękuję.

Najtrudniejsze w tej całej przygodzie było wyjście z domu. Czy tylko u mnie to trwa godzinę? „Fredzio ubierz się, proszę Cię” oraz klasyka „Christian na Boga… załóż buty” plus oczywiście bieganie za Jujuem, bo przecież uciekanie mamie przed założeniem kurtki to jest najlepsza zabawa na świecie. Mam taką teorię, że dzieciaki w nocy nie śpią, tylko się ładują. Musi tak być, bo jak inaczej wytłumaczyć te pokłady energii?

Jak już wyjdziesz z domu wracając do niego po sto pierdół, bez których nie może się odbyć spacer- picie, bluza, okulary, czapka… klucze od domu 😉 czas na etap drugi, czyli dojście do celu – w moim przypadku jest to Park Skaryszewski. Mission Impossible. Przeprowadzenie bezpiecznie przez pasy roweru, hulajnogi i wózka jest już wyzwaniem, ale się udało 😉 Uwielbiam takie dni i choć dla mamy taki spacer nie ma nic wspólnego z relaksem to i tak warto.

Kocham momenty, w których widzę w swoich chłopcach siebie. Ta beztroska, bieganie. Każdy znaleziony patyk jest na wagę złota i oczywiście każdy musi być przyniesiony do domu- nie ma innej opcji. Wielkie krzaki robią za „bazę” czyli dziecięcą kryjówkę i centrum dowodzenia. Szaleństwo! Ty oczywiście w tym samym czasie taszczysz rower, hulajnogę i wózek bo Piotrek poleciał znaleźć swoją bazę. To ciekawe, że to kobiety lepiej rozumieją dzieci, choć to faceci są do nich psychicznie podobni.

Bieganie, wygłupy i totalny free style nie do opanowania. Na tym polega wiosna. Na uśmiechu i na spędzania czasu na dworze. Uwielbiam też odkrywanie nowych miejsc w Warszawie. Przeszliśmy sobie na Saską Kępę, dzieciaki zjadły pyszne frytki 😉 Ja patrzyłam tylko 😉 Później lody i powrót do domu- droga przez mękę, bo Potworzaki oczywiście nie miały siły na nic. Ja też, ale nie było wyjścia. Kupiłam w kiosku trzy zestawy baniek za całe 1,70zł. Julcio miał zajęcie na całą drogę czyli 45 minut i nawet udało mu się nie wylać płynu na siebie.

Wróciłam i padłam. Prawie pięć godzin atrakcji. Swoją drogą musicie koniecznie zobaczyć tę rozmowę:

http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/dzieci-spedzaja-mniej-czasu-na-powietrzu-niz-wiezniowie,198609.html

A jak Wasze wiosenne dni?

Przepraszam, że mniej piszę, ale pracuję nad fajną rzeczą dla Was 😉 Obiecuję jednak odzywać się coraz częściej.

I jeszcze jedno! Jak Wam idą ćwiczenia? Ja nawet daję radę! Oby do lata!

12957202_10154085735245419_1210906053_n

12980607_10154085735160419_458551676_n

12935442_10154085735200419_870302574_n

12966857_10154085735305419_1558244882_n