Dawno, dawno temu postanowiłam sobie, że znów będę laską. Ale zapominałam, że do „żyła długo i w rozmiarze 36 ” prowadzi długa i kręta droga przez siedem mórz, siedem rzek, kilka niezłych dolin i hałdy frytek. Na szczęście po drodze nie pożarł mnie żaden smok, choć przez jakiś czas wyglądałam jakbym to ja go zjadła. 😉

Postanowiłam się nie poddawać i dać radę bez rycerzy na białym koniu, ot sama dźwigam (dosłownie) to co sobie zafundowałam. Jak mi idą zmiany?

Całkiem ok. Udało mi się porzucić kilka naprawdę nie tyle niezdrowych, co wręcz niszczących mnie przyzwyczajeń jak picie coca-coli czy wcinanie słodyczy. Jak już grzeszyć to czymś mega pysznym, unikalnym i naprawdę tego wartym. Nic takiego nie udało mi się znaleźć w spożywczaku, więc po prostu odpuszczam sobie.

W mojej kuchni rządzą ryby, chude mięso, warzywa i pyszne kasze. Staram się jeść co 3 godziny i choć wcale nie jest to łatwe, to wiem, że się nie poddam. Nastawiam budzik w telefonie i już! Wiem, kiedy muszę coś przekąsić. Piję sobie czystek i dużo wody mineralnej. Owszem, czasem zatęsknię za słodką brązową breją, ale jestem mocna! Zaciskam zęby!

12026618_10154005751690419_915020032_n

Do tego dochodzą oczywiście treningi – cisnę żeby niedługo móc się wcisnąć w wymarzony rozmiar spodni! Zwariowałam na punkcie nowego programu Chodaka- BIKINI. Wprawdzie po zobaczeniu filmiku, który go promuje miałam doła przez kilka dni 😉 Za to zyskałam mobilizację!

Zapytacie pewnie jak z wagą… No coż. Ma się dobrze, za dobrze. Ale za to centymetrów coraz mniej. Lepsze samopoczucie, brak ciągłego zmęczenia i para w tyłku do robienia wielu rzeczy! Dam Wam radę! Wyrzućcie ważenie się ze swojego codziennego rytuału. Po prostu odstawcie to diabelstwo na dwa miesiące do szafy!

Od ćwiczeń nie da się uwolnić, od samej Ewki też! Nie wierzycie? Oko Saurona widzi wszystko…

Wczoraj wraz z mężem prowadziliśmy w Katowicach otwarcie salonu nowej polskiej marki odzieżowej Tallinder. Udało nam się dojechać odpowiednio wcześnie, aby zdążyć coś zjeść przed pracą. Padło na restaurację oferującą typowo amerykańskie jedzenie. Siadamy sobie grzecznie do stolika, obsługuje nas pani w zdecydowanie zbyt skąpych spodenkach ;-). Zamawiam wodę i sięgam po kartę z której wyskakuje menu skomponowane przez Ewę.Patrzyłam i nie mogłam uwierzyć! Może to ukryta kamera? Nie! To moja karma! W sumie pasza raczej 😉 Nie było wyjścia- sięgnęłam po zdrowe dania. Napisałam tylko smsa do Pani Trener, czy ja nie mogę choć w pracy zjeść jak człowiek! W odpowiedzi dostałam buźkę z szyderczym uśmiechem. Za to Cię Ewciu kocham!

I jeszcze jedna mega ważna sprawa- dziewczyny nie nagradzajmy się jedzeniem za nasze osiągnięcia! Nie jesteśmy psami!

Strasznie jestem ciekawa jak Wam idzie przygotowanie do lata 😉 Napiszcie! I dalej! Pełna mobilizacja!!! Czy mamy szansę wygrać? Tak! Bo jedyną przegraną jest rezygnacja. A w tej grze wygrywa ten, kto traci! I ja chcę tracić po to, aby zdobyć siebie!

 

PS.

Wydajcie dodatkową kasę na kosmetyki ujędrniające, wtedy zabraknie na słodycze 😉 Podobno to sprawdzony patent.

12834522_10154005753715419_412761726_n