Jestem na tygodniu metamorfoz z Ewą Chodakowską. Zanim tu jednak dotarłam długo się zastanawiałam czy powinnam. Znacie te dylematy – czy mogę zostawić dzieci na tak długo? Czy dam radę na tych treningach? Czy nie odpuszczę jak zawsze? Czy to dobry moment? Czy na pewno tego chcę?

Zamiast się dalej zastanawiać, po prostu spakowałam walizkę i ruszyłam w piątek rano do Solca Zdroju, a dokładniej w Malinowym Raju. Nazwa mówi sama za siebie 😉 Dziś jest drugi pełny dzień tego obozu przetrwania, jak już niektórzy z nas zdążyli go ochrzcić. Jak jest? Wspaniale!

Pierwszego dnia siedzieliśmy w kółeczku na wieczorku zapoznawczym i każdy z nas musiał powiedzieć o sobie kilka zdań. To był naprawdę fajne. Śmiech, wzruszenie, podziw, współczucie – każdy z nas przyjechał tu z innym balastem (wcale nie tym w postaci dodatkowych kilogramów), mając nadzieję, że w tym niezwykłym miejscu uda się go zgubić raz na zawsze. Miłym zaskoczeniem było pojawienie się Panów z ich partnerkami- nie ukrywam, że wszystkie patrzymy na to z zazdrością. Bo na sali widać między nimi nie tylko miłość i wzajemną mobilizację, ale przede wszystkim coś o wiele ważniejszego. Wzajemną wiarę w siebie! W powietrzu unoszą się nie tylko te uczucia, ale też inne rzeczy, o których z litości nie będę tu pisać 😉 PS Nie wolno zwalać na żonę!

Jak wygląda taki dzień?

Spotykamy się o 8mej rano na pierwszym treningu- część ma zajęcia Pilates, pozostali aqua areobic. Jak już uda nam się przetrwać tę godzinę następuje śniadanie- specjalnie przygotowane produkty pod okiem Marty- dietetyka ze studia BeActive. Prawdę mówiąc z tym jedzeniem bywało różnie 😉 Na śniadaniu moja bliska koleżanka nałożyła sobie na talerz dwie frankfurterki informując patrzącego na to z przerażeniem Lefterisa, że „to są dobre tłuszcze od rana”, co wzbudziło ogólną wesołość. Oczywiście skończyło się na zjedzeniu kiełków 😉

Po „dobrych porannych tłuszczach” mamy chwilę dla siebie, po czym następuje trening na świeżym powietrzu- nordic walking. Przyznaję, że ponieważ jestem trochę podziębiona omijam te ćwiczenia nie chcąc się doprawić. Jednak cała reszta mówi, że jest fajnie 😉

Po treningu pyszny obiadek, chwilka na relaks i warsztaty z dietetykiem. A później…trening! Trafiamy do jednego z komendantów – Ewy lub Leftka , co akurat nie ma znaczenia, bo oboje czerpią sadystyczną radość, kiedy połowa sali płacze, a druga szuka swoich płuc. Z nami też jest coś nie tak, bo nawet wykończeni…chcemy więcej!!!

I to więcej dostajemy na wieczornych spotkaniach z psychologiem, z których każdy z nas może czerpać dla siebie. Następnie siusiu, paciorek i spać, bo i tak już nie ma siły na nic innego.

I tak codziennie! Jest naprawdę wspaniale! To znaczy – nadal tak sądzę. Zobaczymy co będę mówiła w połowie 😉

Na co liczę?

Na to, że kiedy wrócę do domu znajdę w sobie nie tyle siłę, co tę magiczną potrzebę, aby wskoczyć w strój i zrobić trening! I wiem, że tym razem tak będzie!

I choć boli mnie…w zasadzie wszystko fizycznie, to nie boli lenistwo. Nareszcie nie masz tego poczucia, że marnujesz czas. Poczucia, że znów zawalasz, bez ważnego powodu.

Dlatego ten wyjazd jest dla mnie tak ważny. Bez dzieci, bez domu, bez codziennych obowiązków. Ten moment kiedy uświadamiasz sobie, co jest twoim celem i to, że krok po kroku z pełną świadomością swojej siły, ale i swoich ułomności dążysz do niego. U każdego ten cel jest gdzie indziej, każdy w czymś innym znajduje motywację. Ale jedno nas łączy – wszyscy chcemy coś zmienić. Dla siebie. Dla naszych bliskich.

12736317_10153939694095419_2138720288_n

Piszę tu zawsze bardzo szczerze – o sobie, o swoich przemyśleniach, o wzlotach i upadkach. Bo ja naprawdę mam tak jak Wy- raz mi się chce, innym wcale. Raz na górze, raz chcesz zniknąć. Raz myślisz- ja nie dam rady! No to patrz! Innym kończysz na tej pierwszej myśli…

I może zamiast teraz wchodzić na jakąś kolejną stronę w necie, której przeczytanie nic nie zmieni w Twoim życiu, zamknij kompa, zaciśnij pięści i powiedz sobie- teraz Ja! Wskocz w strój, włącz płytę, albo po prostu porób brzuszki. A może szybki spacer? Pada? I co z tego? Z cukru nie jesteś i się nie roztopisz, za to wytopisz trochę tłuszczu z tyłka! Dasz radę! Jak Malina daje to i Ty dasz… Olivier by dodał, że „na luziku” i miałby rację! Jak to On.

12735621_10153939705470419_1256844220_n

 

Do zobaczenia u mnie na blogu za dwa dni! Czekam na Wasze przemyślenia i motywację! Jest nas tu dużo! Pełna mobilizacja!

12735678_10153939706550419_1515905437_n