Kochani mam ogromne szczęście robić w życiu to, co bardzo lubię. A lubię pisać. Dla magazynu „Party” przeprowadzam wywiady z gwiazdami. Na pierwszy ogień wzięłam uroczą Dorotę Gardias. Zapraszam Was do lektury 😉

Spotykamy się w Warszawie Wschodniej, restauracji należącej do Mateusza Gesslera. Nie dlatego, że modna, ale dlatego, że przyjazna. Poza tym moja bohaterka bardzo ją lubi. Dorota jak zawsze wygląda perfekcyjnie, uśmiechnięta, kobieca, zawadiacka. I co ciekawe kompletnie nie zdaje sobie sprawy ze swojego czaru. Mężczyźni nie odrywają od Niej wzroku, a ja wcale się nie dziwię. Za oknem deszczowo i brzydko, ale u nas słonecznie i z uśmiechem. Bo przy Dorocie musisz się uśmiechnąć. Myślicie, że ją znacie? Ja też tak myślałam, aż do tej rozmowy…

 

 Szaro dzisiaj…Kolorujesz czasem swoje życie?

Często tak, ale nie po to, aby pokazać w mediach społecznościowych jaka jestem szczęśliwa i spełniona, ale po to żeby samemu się mobilizować. Choć łatwiej się dziś „wykreować” niż faktycznie „być”. Wiesz jak jest, wracasz do domu i masz dziecko, które chce się z Tobą bawić, biegać i szaleć. A ja wstałam o 4.30 do pracy i jestem zmęczona. Wtedy szukasz tej siły i jak się zmobilizujesz, okazuje się, że ona jest na wyciągnięcie ręki. Zawsze byłam uśmiechnięta i pełna werwy, ale dziś jest ciut inaczej. To chyba wiek robi swoje (śmiech).

 

Obserwuję sobie Ciebie przez lata i dziś mogę trochę przekornie powiedzieć, że nie jesteś już Dorotką, a Dorotą. Ba, nawet kobietą z przeszłością.

Jeśli chodzi o związki to zdecydowanie tak. Jak się okazuje nie zawsze dokonywałam słusznych wyborów, ale bez nich nie byłabym dziś taka, jaka jestem. I choć to brzmi banalnie, jest prawdą. Z każdych niepowodzeń staram się wyciągać wnioski, ale to nie wszystko. To jest bagaż. Bo te doświadczenia nosisz w sobie i nie da się ich po prostu wyrzucić. Ja swoje będę dźwigać do końca życia.

 

Jesteś po rozwodzie. Po kolejnym związku, który też się nie udał. Masz piękną córeczkę Hanię. Te nieudane związki to porażki?

Absolutnie tak. Dla mnie związek między kobietą, a mężczyzną jest czymś bardzo ważnym. Zbyt ważnym. Wina zawsze leży po obu stronach. Zawsze mi się wydawało, że trzeba być dla kogoś na sto procent. Sądziłam, że jak będę tylko czekać w domu, stać przy garnkach to będę super partnerem. No bo przecież poświęcam wszystko… Dziś wiem, że nie tędy droga. Bo prawda jest taka, że jako kobieta stajesz się wtedy nudna i przewidywalna. Zawsze się ograniczałam, tak bardzo, że w pewnym momencie już było mało mnie we mnie. To nie może być atrakcyjne dla nikogo. I do tego wszystkiego przestajesz lubić siebie.

 

A czego szukasz w związku?

Lubię mężczyzn pewnych siebie, ale nie władczych. Sama musiałam być szefową, choć tego nienawidzę. Ale musiałam, bo skoro ktoś inny o tym nie myśli to ja muszę. Zosia Samosia. Nie umiem żyć z dnia na dzień. Muszę mieć stabilność, bo nie jestem sama na świecie. Ale jestem oddanym partnerem, może czasem nawet zbyt oddanym. Kiedy dajesz wszystko oczekujesz, że ktoś tak samo odda Ci wszystko, ale nie zawsze się tak dzieje. Te oczekiwania właśnie wywołują małe burze, ale z drugiej strony trudno ich się wyzbyć. Zawsze po pracy biegłam do domu, nawet kiedy na świecie nie było Hani. Bo może ten ktoś będzie mnie potrzebował, chciał coś razem zrobić. On, on, on. A może gdybym czasem poszła na pizzę ze swoimi znajomymi, byłabym bardziej dla siebie? I bardziej atrakcyjna dla kogoś. Tylko ja się nie nadaję na te gierki. One mnie nudzą, bo wiem jak się skończą. I znowu czujesz się samotna.

 

Skoro już mowa o samotności, trudno być samotną matką?

W sumie nie jestem samotną mamą. Hania ma tatę, który świetnie się nią opiekuje. Mam nianię do pomocy. Dziś jest łatwiej, nie jesteś stygmatyzowana. Kiedyś samotne matki słyszały – chciałaś to masz! Trzeba się było dogadać z ojcem dziecka. Ja sama pracuję na siebie i córkę, nie mogę na nikogo liczyć. Organizuję sobie to wszystko jak potrafię najlepiej, choć nie zawsze jest idealnie.

 

Ja myślę, że jesteś dzielna i to bardzo. Bycie gwiazdą to bycie ciągle ocenianym i najczęściej krytykowanym. Jaka jest naprawdę Dorota Gardias?

Wiesz co? Chyba faktycznie dzielna. I nie wstydzę się do tego przyznać. Ale też jestem bojaźliwa. Taka dwoistość jak to u kobiety (śmiech). Na szczęście starach mobilizuje mnie do działania. Wkładam zbroję i wiem, że dam radę! Czego się boję? Samotności. Kolejnych porażek, których nienawidzę. Ale są rzeczy, których się nie boję jak krytyka właśnie. Ale ta konstruktywna. Jestem też odpowiedzialna. Nie tylko za siebie i Hanię, ale też swoich bliskich. Zawsze byłam najstarszą córką. Czuję się odpowiedzialna za rodziców.

 

Jacy byli Twoi rodzice?

Wspaniali. Zawdzięczam im to, że nigdy mnie nie ograniczali, choć może czasem by się przydało. Dzięki nim poszłam na studia do Lublina, pracowali ciężko żeby pomóc mi się utrzymać. Kochałam te studia- animator i menager kultury. To był inny świat. Rozwinęły mnie bardzo. Uwielbiałam się uczyć. I wiedziałam, że nie zostanę w Tomaszowie Lubelskim, skąd pochodzę. Nie będę śpiewać na weselach, choć bardzo to lubiłam. Ciągnęło mnie dalej i rodzice to rozumieli. Czasem nie miałam nawet na bilet autobusowy, ale wiedziałam, że się nie poddam. I dopięłam swego, miałam nawet stypendium. Dołożyłam sobie jeszcze dwa kierunki, pracowałam w telewizji i śpiewałam w zespole.

 

To całkiem sporo jak na jedną osobę. A dziś? Czujesz presję bycia perfekcyjną?

Tak. I to ogromną, a najgorsze jest to, że sama sobie to wszystko narzucam. Zastanawiam się tylko po co? Czy będę szczęśliwsza? Nie wiem, choć inni na pewno tak.

 

Lubisz być gospodynią w domu?

Tak. I to bardzo. Lubię porządek, lubię mieć ład wokół siebie. Najbardziej lubię gotować. Sprawia mi to przyjemność, odpręża. No i mam poczucie, że Hania dostanie to, co najlepsze.

 

A zazdrościsz czegoś innym kobietom?

Zazdrość to złe słowo, ale podziwiam takie, które potrafią być absolutnymi paniami sytuacji. Mają dystans, nie analizują wszystkiego w przeciwieństwie do mnie. Taka umiejętność nieprzejmowania się wszystkim i wszystkimi dookoła. Podziwiam Magdę Mołek za jej wrażliwość, ale i za to jak potrafi nazwać pewne rzeczy w punkt, bez owijania w bawełnę. To wspaniała cecha.

 

 A wygląd? Ciuchy?

Chyba nie. Nie interesuje mnie moda, nie mam potrzeby robienia show na ściance. Lubię się czuć bezpiecznie w swoich ubraniach. Nie mam pragnienia posiadania drogich torebek, czy butów. Nie interesuje mnie ocenianie moich strojów przez kogoś, komu tylko chodzi o wyżycie się na kimś, a moda jest do tego świetnym pretekstem. Nowa torebka za kilka tysięcy nie sprawi, że będę ładniejsza, milsza, bardziej podziwiana. Będę tylko bardziej modna, przez chwilę. Później wrócę do domu, odłożę ten gadżet do szafy i wtedy wiadomo kim jestem. A ja nie lubię być „panią od TEJ modnej torebki”, wolę być TĄ Dorotą. Pogodynką.

 

 Pogodną pogodynką. Choć czasem ten zawód wydaje mi się niedoceniany. Prezenter pogody…

Albo pogodynka właśnie. Lubię to określenie, choć niektóre koleżanki zabraniają tak o sobie mówić. Mnie kojarzy się ono z czymś ciepłym, słonecznym. Do pracy wstaję o 4.30 i uwierz mi, nie polega ona tylko na odczytywaniu wartości z mapy. Zjawiska meteorologiczne są naprawdę fascynujące, bo nieprzewidywalne. Moim zadaniem jest wyjaśnienie widzom nie tylko dlaczego jest mgła, czy gdzieś na świecie wieje huragan. Ja muszę wiedzieć i umieć wytłumaczyć skąd to się wzięło i do czego może doprowadzić. Dzięki mojej pracy zwiedziłam całą Polskę i część świata. Dzięki niej wiele się nauczyłam i mam tu na myśli, nie tylko warsztat telewizyjny.

 

A co z Twoją dalszą karierą? Nie masz ambicji poprowadzenia jakiegoś wielkiego show telewizyjnego?

Jasne, że mam. I dziś czuję się na siłach to zrobić. Mam warsztat, kocham scenę i ludzi. Pracuję na scenie od kiedy byłam nastolatką. Wierzę, że jeszcze wiele przede mną. Z drugiej jednak strony fortuna kołem się toczy i nigdy nie wiesz, co się wydarzy. Jestem w takim momencie, że nawet gdybym straciła pracę z dnia na dzień to za swoje oszczędności kupuję sprzęt muzyczny, mikrofon i będę śpiewać po weselach. I wiem, że też będę to robić najlepiej jak umiem.

 

A gdybyś mogła spełnić swoje marzenie w ciągu jednego dnia, to co by to było?

To fajna opcja (śmiech). Chciałabym stanąć na wielkiej scenie, przed sobą mieć niesamowitą publiczność, za sobą kapelę i dać mega koncert. Z tego wyrosłam! Mam to w genach!

 

Jaka pogodę przewidujesz w swoim życiu na najbliższe miesiące?

Tej długoterminowej nie ryzykuję, bo bywa zwodnicza. Wyże, niże i skoki ciśnienia. Pewnie jakieś burze i deszcze, ale na koniec zawsze wychodzi słońce. Piękne, ciepłe i dające dobrą energię. Wyciąga rączki i mówi „Cześć Mamusiu”.

12665892_10153903777935419_1502987836_n