Postanowiłam uciec z domu! Razem z Potworzakami jesteśmy na ostatnim wakacyjnym gigancie…oczywiście nad morzem. Znów wylądowaliśmy w Pobierowo City! Wyrwaliśmy się na te kilka ostatnich dni i korzystając z usług PKP, w miarę szybko dotarliśmy do celu. Chłopaki byli supr dzielni i o świcie ruszyliśmy na dworzec. Podróż minęła naprawdę szybko. Gadaliśmy, podziwialiśmy widoki, rozwiązywaliśmy zagadki. Swoją drogą jedna mnie bardzo zastanowiła – prezentuję poniżej: No bo co takiego jest niezbędne w górach w dzisiejszym czasie? Komórka! Do selfie chyba!

IMG_8547

FullSizeRender

FullSizeRender FullSizeRender

FullSizeRender

FullSizeRender

To była super decyzja, bo jak wiadomo od przyszłego wtorku moje życie bardzo się zmieni – Fredikson zaczyna szkołę. Zanim jednak to nastąpi korzystamy ze wszelkich uciech, jakie nasze kochane miasteczko ma do zaproponowania.

Naszym numer jeden już od kilku lat jest tak zwane „Skaczemy”. Fun Park, bo o nim mowa to miejsce z wielkimi dmuchanymi zjeżdżalniami, miejscem do skakania zarówno dla najmniejszych, jak i tych starszych. A nawet konkretnie starszych, ale o tym później 😉

W tym roku poznaliśmy właścicieli owego dmuchanego przybytku uciech – uroczą parę Basię i Pawła, oraz ich synka Mateusza. Fredzio i Mati od razu złapali sztamę – w pewnym wieku łączy Cię wspólna miłość do lodów o nazwie „kwaśny urwis”, oraz znajomość bajki Ninjago. Na szczęście rodzice okazali się równie fajni, co dzieciak 😉 Po kilku tygodniach niewidzenia się chłopaki mieli bardzo dużo rzeczy do obgadania i do obskoczenia w Fun Parku. Ja siedziałam sobie z Basią i miło gawędziłam. Swoją drogą, patrzyłam na Nią z lekką zazdrością- zawsze perfekcyjnie ubrana (na luzie, ale z wyczuciem smaku), uśmiechnięta i uprzejmie wmawiająca mi, że lody to żadne kalorie! Serio! No jak się jest tak szczupłą jak Basia, to żadne! Wiecie taka babeczka, z którą chce Ci się spędzać czas.

Lubię takie miejsca. Kupujesz dziecku bilet, a ono szaleje dopóki nie padnie. To moja tajna broń na pokonanie Potworzaków – skaczemy na dobitkę, tuż przed snem. Działa jak złoto! Dlatego piszę sobie tego posta w spokoju, kiedy moje torpedy już śpią 😉 Cudownie jest i cicho…

Zabraliśmy także ze sobą Julianka, choć moja Babcia Irenka pewnie dałaby mi szlaban, gdyby zobaczyła na co mu pozwalam. Ale skoro raz spróbował i nic mu się nie stało, to nie będę za nim biegać jak wariatka, ani nie obłożę go folią bąbelkową ;-). Juju był oczarowany tym miejscem – nie mógł się zdecydować gdzie jest fajniej, wybierał więc miejsca w które szli starsi bracia z Matim.

W pewnym momencie dobiegł do mnie i Basi, aby się czegoś napić i zaczęło się… Mama chodź! Mama też! Juju też! Oczywiście tłumaczyłam, że mamy nie mogą wchodzić na dmuchańce ( w domyśle, bo ważę tyle, że ujdzie powietrze). Nic to. Dwulatkowi nie wytłumaczysz. No i trzeba było wejść na zjeżdżalnię z clownem, przy okazji samemu czując się jak największy z nich. Zjechaliśmy. Raz, drugi, piętnasty. Oczywiście wszystkie dzieciaki były zachwycone (niektórzy niemieccy tatusiowie też). Przyznam, że była to mega frajda! Cholera to Skaczemy jest naprawdę turbo ekstra jak mówi Fredzio! I kto powie, że starej babie nie wypada? Dopóki mi jeszcze biodro nie wypada to wszystko wypada! I karnąć się na dół ze zjeżdżali też wypada! Poza tym wyskoczył mi pryszcz na nosie, co po przeżyciu dramatu w lustrze, uznałam jednak za znak trwającej nadal młodości! 😉

Mało tego! Na koniec razem z chłopakami obie z Basią zjadłyśmy po kulce „kwaśnego urwisa”! Bo czasem warto mieć tego urwisa w sobie! I zamiast myśleć, co ludzie powiedzą. Być po prostu najbardziej zwariowaną matką w całym Fun Parku! Bo przecież oto w zabawie chodzi! A co do loda… Skoro w delegacji nie zdrada, to na wakacjach też nie! Poza tym Basia stawiała! 😉

FullSizeRender

FullSizeRender

FullSizeRender

FullSizeRender

FullSizeRender

FullSizeRender

FullSizeRender

FullSizeRender

FullSizeRender Nasza banda!!!

FullSizeRender