Dobra. Przyznaję się. Mam wszystko w tyle. Treningi, odchudzanie, dietę i zbilansowane posiłki. Mam w tyle. Tył na szczęście nie rośnie 😉 Ale ja jestem do tyłu o jakieś dwa tygodnie z byciem lepszą mną.

Jak nie ma na co zwalić to się zwala na cokolwiek. Ja zwalam na pogodę. Nie wiem jak Wy, ale mam dość tych upałów. Lubię jak jest ciepło, ale nie lubię tropików. Żadna to radocha kiedy ani na trening, ani z dziećmi nie da się wyjść wcześniej niż 18.00. Masz ochotę tylko siedzieć w wodzie!

Też tak macie, czy tylko ja jestem taka beznadziejna? Błagam piszcie w komentarzach, że nie tylko ja 😉

Wkurzam się tym bardziej, że jak człowiek się nie rusza, to nie tylko rośnie mu zadek, ale też wynajduje sobie „kłopoty”. Wiecie takie rzeczy, które kompletnie nie mają znaczenia, ale jak nie ma endorfin to urastają do rangi dramatów bez rozwiązań. Na szczęście wzięłam się w garść- nie mylić z „za siebie” i jakoś to leci. Oby do weekendu.

Moją frustrację podbija także posiadanie obłędnych ciuchów sportowych, które mają się dobrze w szafie i leżą jak ich właścicielka. I nawet otrzymana koszulka z  #lepszaja sprawia, że boję się spojrzeć na półkę…

Jak sobie radzicie z takim leniem? Ja boję się tylko gniewu Chodakowskiej, bo Ona potrafi się gniewać. Wiecie, to prawie Greczynka. Wygląda jak Atena, ale z charakterku to Hera raczej 😉 Nawet boję się włączyć dvd ze skalpelem, bo boję się, że zamiast „wiem czemu sięgnęłaś po tę płytę”, nasza grecko-polska, czy też polsko-grecka bogini powie „No żesz (tu będzie słychać piiiiiiiiiii) nareszcie Malinowska!!! Witam Ciebie i Twój wielki brzuchol!”.

Dobra. Od jutra. Choć nie obiecuję. No chyba, że zamiast udawać Greka coś poradzą i przygaszą to słońce na trochę.

 

Kocham Was Ewciu i Leftek 😉 <3