Odchudzanie się na wakacjach jest jak… Jak… Same wiecie. Jest po prostu cholernie trudne. Szczególnie kiedy jesteś matką.

Ale od początku… Odkąd jestem w Pobierowie regularnie chodzę na treningi. I proszę zauważyć iż nie piszę „staram się chodzić”, a chodzę. A wszystko zaczęło się od mojej przyjaciółki Ani Nowak czyli „Pinkie Pie”, która zmobilizowała mnie do intensywnej pracy. 😉 Chodzę więc z muzyką na uszach po 5 lub 7kilometrów. Palę przy tym mnóstwo kalorii i mam jeszcze więcej satysfakcji. Od trzech tygodni nie jem makaronu i białego pieczywa (uwierzcie mi, że się da i nawet nie brakuje). Udaję, że nie widzę frytek, gofrów , lodów i innych mniamniuśnych rzeczy, od których rośnie wszystko, oprócz poczucia godności. A tfu! Ale kiedy jesteś matką nie jest już tak łatwo. Nie dość, że musisz chodzić na lody smerfowe z dziećmi, oblizywać te lody (no jak nie obliżesz, skoro Potworzakom ciekną po rękach!). Zamawiać dla nich pachnące gofry z puszystą, pyszną i świeżutką bitą śmietaną i słodkimi truskaweczkami. Mniam… (Wycieram ślinę!). A smażona rybka w knajpce „U Jacha”? Taki halibucik, albo dorszyk. Zjedzony bez frytek (też pachnących) nie może być przecież niezdrowy. Taki pyszny, perfekcyjnie usmażony przez Panią Marysię.

Znacie te klimaty? Albo kupujesz bachorowi wymarzoną drożdżówkę, lody o smaku kokosowym (bo się uparł, że zje), albo pizzę i po chwili słyszysz…”Mamo, ale ja już nie mogę”. Do jasnej cholery! A ja mam móc?!!! No jasne, że coś tam spróbujesz, bo szkoda Ci wywalić kasę do kosza. Znacie to?

Ale ja się dzielnie trzymam. Naprawdę dzielnie. Nawet jestem z siebie dumna. Przyznam też, że widzę efekty. Odkryłam na nowo swoją talię i szyję i nogi i tył jakiś taki jędrny się zrobił 😉 No więc nie jest źle. Ale dziś. Dziś. Czarne chmury zebrały się nad Pobierowem i nade mną.

Kiedy po porannym deszczu wyszło słońce, wyszliśmy i my 😉 Christianek miał ochotę na lody od Szkolnickiego (kawiarnia na Grunwaldzkiej). Poszłam z Nim z radością. Cały rok czekał na to, żeby jeść swoje ulubione zmarzliny. No i sama też się skusiłam. Na gofra. Był pyszny. I wiecie co? Nie żałuję! Dbajmy o siebie! O swoje ciało! Ale nie świrujmy! Bo dla swojej duszy (nie dupy) też musimy być dobrzy! I kiedyś mi Ewcia Chodakowska powiedziała, że jak już grzeszysz to nie miej wyrzutów sumienia ;-). I nie mam. No dobra, przez chwilę miałam 😉

I jak Wam mogę coś poradzić to nie mówcie o tym swoich chłopom. Oni tego nie pomną. Po prostu.

A jutro? Jutro rano trzeba będzie przejść 7kilometrow i spalić te 530kcal w 57minut! Tak! Tyle się pali!

Miłego treningu, albo… Smacznego! 😉

 

IMG_5898

 

FullSizeRender