Lubicie plażowanie? Ja kiedyś uwielbiałam. Kiedyś. Dawno temu, kiedy byłam młoda, a moje części ciała nie wypływały z bikini 😉

Dziś, kiedy mam dzieci plażing wygląda nieco inaczej. Samo wyjście jest koszmarem, a to dopiero preludium. Zanim ubierzesz całą trójką, zanim zmusisz je do założenia butów. Naszykujesz ubrania na zmianę (bo mimo iż woda zimna to wiesz, że do niej wejdą). Zanim obierzesz i pokroisz tonę jabłuszek (bo to zawsze zdrowo), przygotujesz kanapeczki (co wygodniejsze matki biorą suchą bułkę i kabanosa-patrz ja), picie sricie, pieluchy, chusteczki mokre, chusteczki suche i inne bzdety, bez których plażing nie może się odbyć. Później czeka Cię najgorsze… Wybieranie przez dzieci zabawek na plażę. Na co komu pięć wiaderek i milion łopatek? Niezliczona ilość foremek i innego plastikowego badziewia? Normalnie wcale by mi to nie przeszkadzało, ale to ja to wszystko noszę!!!

No i jeszcze droga przez mękę prowadząca na plażę. Parawany, koce, zabawki. Dobrze, że nie można jeszcze pływać (woda brrrrrr) to odchodzą wszystkie dmuchane potwory. Idziemy. I choć do plaży mamy blisko to czeka nas kilka przystanków. Ten zapomniał tego, a tamta tamtego. Fredzio chce siku, Christian dźwiga ze sobą półtorametrowy kijek. Po co? Nie wie, ale mu się przyda. Julek drze paszczę, bo mu niewygodnie na rękach (nie można go puścić samego, bo owszem idzie, ale nie w tę stronę co trzeba).

W połowie drogi Potworzakom odechciewa się nieść rzeczy i słyszę tradycyjnie wakacyjne: „Mamo, ale mnie bolą już nóżki. Weź to, proszę Cię”. Kurde. Mnie też się nie chce tego nosić, więc tłumaczę im, że jak nie będą niosły to ja zostawię ich rzeczy na środku drogi i już. Nie są zachwyceni, ale chwytają za wiaderka i heja do przodu.

W Pobierowie nie ma jeszcze zbyt wielu turystów, więc całkiem sprawnie idzie nam znalezienie miejsca na plaży. Jest bosko. Rozkładamy koce, przyjaciele- Tomek i Hubert plus Boski Oli rozbijają namioty chroniące od wiatru. Plażing. Leżing. Nic nie robing. Przecież to urlop jest 😉

Plażowanie rodziców małymi dziećmi jest totalnie …wiecie jakie. Przerąbane. Oczywiście Małe Sraki sztuk kilka: Fredzio, Christian, Natalka, Martusia i Tosia biegną do lodowatego Bałtyku- przecież nie ma kompletnie żadnego znaczenia, że woda ma 13stopni! Zrywasz się więc 2minuty po tym jak się umościłeś na pięknym plażowym kocyku i zaiwaniasz przez piach, żeby żadne się nie wykąpało. Znacie to? O dziwo najgrzeczniejsza okazała się Mini Sraka czyli Julcio, którego wcale Bałtyk nie interesuje, za to piasek jak najbardziej. Godzinami może bawić się foremkami. 😉 Lubię tego dzieciaka 😉

Reszta dzieciowej bandy wraca do bazy tylko po kolejne przekąski. W końcu moja przyjaciółka Ania rozdaje bandzie chleb, aby karmić mewy. Ptaki mają chyba wbudowany radar i pojawiają się w mgnieniu oka 😉 rzucamy chleb do góry- mewy wcinają i są zachwycone. 😉 Kreatywnością wykazuje się mój Fredzio, który z kamieni buduje talerz, łamie chleb na drobne kawałki i stwierdza, że zrobi mewom ucztę. Odchodzimy od kamiennego talerza i mewy faktycznie delektują się obiadem zrobionym przez moje dziecko 😉

Uwielbiam obserwować Potworzaki na plaży. Dzieci chyba nigdzie indziej, nie są tak szczęśliwe i beztroskie. Już mniej lubię za nimi biegać w te i we wte, ale co tak. Ile można leżeć?!

Jeśli chcielibyście wiedzieć, kto najlepiej na świecie buduje krokodyla z piasku, to ja!
FullSizeRender
IMG_5388

A jeśli chcielibyście wiedzieć jak się kończy farbowanie włosów samemu…to tak…

FullSizeRender