Wakacje to jeden z najpiękniejszych momentów w ciągu roku. Czekamy na nie z utęsknieniem. Zanim jednak wygrzejemy dupeczki na piaseczku czeka nas podróż. I niby nic w tym trudnego, prawda? A jednak, kiedy masz trójkę dzieci i Babcię lat 82 pod opieką słowo „podróż” nie jest tym właściwym. O nie! Ciebie nie czeka „podróż” , Ciebie czeka totalna masakra i wiesz o tym.

Mój piękny mąż razem z naszym pięknym psem udał się do Pobierowa (woj.zachodniopomorskie) dzień przed nami, zabierając ze sobą nasze bagaże. Ja miałam mieć ułatwiony dojazd, bo zamiast tłuc się samochodem 700parę kilometrów na miejsce miałam z Potworzakami i Babcią wsiąść do samolotu i po godzinie być w Szczecinie. Proste, prawda? Taa…

Dzień odlotu wyglądał tak: Samolot 19.25.

Pobudka o 6.30- tak obudził się Julek. Dlaczego? Bo tak!!! Wycieczka do lekarza bo kaszlał jak stary gruźlik. Na szczęście wszystko ok.

Po lekarzu wycieczka do Piaseczna żeby wymienić zakupione buty (Julcio ma stopę rozmiar 24!!!).

Powrót do domu , obiad, dopakowywanie rzeczy, podlewanie kwiatków, milion razy upewnienie się, że dzieci mają dowody osobiste, że ja mam dowód no i oczywiście, że Babcia Irenka też go ma. Z Babcią sprawdzenie stanu dragów w saszetce- bo ten na serce, ten na kości, ten na krew- niczego nie możemy zapomnieć. Wszystko jest. Taksówka już czeka. Pakuję się w nią z Potworzakami, Babcia siada z przodu. Droga mija szybko, milutko. Dzieci grzeczne, Babcia też.

Christian informuje nas po drodze, że palma w centrum Warszawy nie jest prawdziwa, bo nie ma na niej kokosów, co jest dość logicznym wytłumaczeniem jak na czterolatka 😉

Docieramy na lotnisko, podchodzimy grzecznie do odprawy dla rodzin. Lecimy LOTem, musi być miło. I tu pierwszy minus- Pan nas usadza. Taa… Każdego w innym miejscu. Pytam więc grzecznie jak Pan sobie wyobraża, że dzieci w wieku niecałe: 2lata, 4lata i 6 będą podróżować samolotem w kompletnie innym rzędzie niż matka. Pan robi minę „kota srającego na puszczy” i informuje mnie, że nie może nic zrobić. Super. Ja za to mogę zrobić awanturę, ale jej nie robię tylko zaciskam zęby- poradzimy na to później. W hali odlotów dzieciaki z wielką fascynacją oglądają gablotę ze wszystkimi darami natury jakie debilni turyści próbowali wwieźć do Polski- kobry, skóra tygrysa, wypchany pancernik, kieł słonia, rafa koralowa, szczęka rekina i inne podobne historie. Swoją drogą nigdy nie zrozumiem co jest tak fascynującego w powieszeniu sobie w domu, albo na sobie martwego zwierzaka. O tym poczytacie na blogu innych celebrytek.

Na lotnisku spotykam moją przyjaciółkę Anię z córeczką Tosią, które lecą razem z nami. Cudownie! Zawsze to raźniej w niedoli.

Po przejściu przez kontrolę bezpieczeństwa udajemy się do odpowiedniego gate’u. I tu kolejny minus dla LOTu. Czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego lotniskowe wózki dla dzieci, które powinny być ogólnodostępne znajdują się tylko przy kontroli bezpieczeństwa dla posiadaczy złotych i srebrnych kart z milami? Czy to jest ta pro rodzinna polityka LOTu? Jeśli tak, to pogratulować wyczucia. Wiem, gdzie są wózki, bo kiedyś przechodziłam przez tamto wejście z mężem. Minus. I to duży.

Kiedy już dochodzimy do gate’u Babcia musi odpocząć, Ania patrzy na dzieciaki. Julcio grzecznie udaje się ze mną do stanowiska przy którym rządy sprawuje młody chłopak z tlenioną na platynowy blond grzywką, którego proszę o zmianę miejsc w samolocie. Młodzieniec okazuje się mega pomocny i ratuje honor LOTu. Bardzo Panu dziękuję.

Czas szybko mija, w końcu wsiadamy do samolotu. Najpierw dowożą nas do niego autobusem, po czym następuje otwarcie drzwi pojazdu i cała chmara ludzi rzuca się w kierunku schodów. I co? I dupa. Znów minus dla LOTu. Przed samolotem stoi z pięć osób z obsługi i wszyscy mają głęboko w tyle, że ja mam jedno maleńkie dziecko na rękach, bagaże, dwójkę małych dzieci stojących obok i starszą osobę pod opieką. Nie pada hasło żebyśmy mogli pierwsi wejść do samolotu. Nie. No bo niby po co? Dlaczego? Ot, taka polityka. Polskie Linie Lotnicze LOT nie są liniami przyjaznymi. Krótki lot, to krótka piłka. Płacisz. My mamy Cię w dupie. Lecimy. Wysiadasz. Nadal mamy Cię w dupie. I tak po kolei.

Nie oczekuję traktowania mnie jak gwiazdy, gwiazdeczki czy celebrytki, bo to akurat ja mam w dupie. Oczekuję za to czystej ludzkiej pomocy dla mnie jako klienta LOTu, u którego zostawiam sporo pieniędzy. Oczekuję też myślenia od personelu, choć wiem, że przy tak wielkiej ilości ludzi można mieć też dość. Ale na Boga, kiedy widzisz, że można komuś pomóc to dlaczego tego nie zrobić?

Stałam więc w kolejce, przede mną przepychali się faceci. Wiecie, dżentelmeni jak się patrzy. Na szczęście obsługa samolotu była niezwykle miła i hojna- Julian zjadł nad przydziałowe wafelki, a Pani siedząca przede mną udawała, że nie słyszy jego ryku przez ostanie 15minut lotu. 😉

Dzieciaki były zachwycone podróżą. Fredzio zafascynowany chmurami mówił mi co chwilkę, że życie jest piękne. Babcia uśmiechnięta i pogodna, choć niezwykle zmęczona. Juluś jedzący pierwszy raz w życiu wafle w czekoladzie –także szczęśliwy. I ja zmęczona, wkurzona i równie szczęśliwa, że mój „odlot” i „dolot” już się skończyły.

Na lotnisku w Szczecinie czekał na mnie Olivier. Bardzo się ucieszyłam na Jego widok. Czekał na nas także nasz przyjaciel Tomek z kartką „Miss World”, że to niby na mnie 😉 Poprawił mi humor. Jeszcze tylko 70km samochodem i jesteśmy! Pobierowo City najechali my!

No teraz przyjemnego wypoczynku sobie życzę.

FullSizeRender

FullSizeRender

FullSizeRender

IMG_5402