Dziś wybrałam się po zakupy na bazar na Rondzie Wiatraczna. Uwielbiam to miejsce. Wietnamczycy, Ormianie i Polacy. Co sprzedają? Ano wszystko!  Warzywa, owoce, kwiaty, ciuchy, zabawki, maści na wszystko, srajtaśmę. Starsze panie zachwalają robione przez siebie pierogi, ciasta i wciskają Ci na siłę „Złociutka najlepsze jajeczka na świecie. Świeżuteńkie!”. Mam tam swoje ukochane miejsca. Pana u którego zawsze kupuję ziemniaki, włoszczyznę i jabłka, który jest urodzonym flirciarzem i bajeruje w niezwykle uroczy sposób absolutnie wszystkie kobiety. Uwielbiam Go za energię i radość życia.  Stacja druga to kapustka kiszona u drugiego Pana, trochę innego ale także uroczego. Już kiedyś o Nim pisałam tutaj (warto poczytać).  Odwiedzam też ulubione stoiska z mięsem. Wiecie chudziutka wołowinka -sama nie jestem chudziutka to niech chociaż wołowinka będzie. Uwielbiam robić tam zakupy! Ten klimat. Tych ludzi. Starsze osoby, które mają niesamowite poczucie humoru. Tak jak kiedyś, kiedy jakiś facet został ochrzaniony za „macanie pomidorów” na co starsza Pani stojąca przede mną powiedziała z zatroskaną miną „Ależ Panie Jureczku, proszę na klienta nie krzyczeć. Może to jedyne macanko jakie ma”. Uśmiałam się totalnie 😉 Moim ulubionym widokiem są także Panie rozciągające na wszystkie strony majtasy od Wietnamczyków, żeby sprawdzić czy wejdą im na pupę. Pamiętacie „Dzień świra”? Tam była podobna akcja.

Dziś przeprowadziłam małą prowokację. Jako, że wielkimi krokami zbliża się lato postanowiłam pokazać letnią stylizację na swoim Instagramie. Wstawiłam tam zdjęcie koszuli i spodni w stylu marynarskim, który chyba nigdy się nie znudzi i ma wiele odsłon. Sama bardzo go lubię. Kojarzy mi się z wakacjami i morzem. Moją propozycja to biała bluzka w piękne granatowe kotwice, ozdobiona guzikami w kolorze różowego złota. Do tego granatowe spodnie w małe, białe kropki Od razu pojawiły się pytania skąd takie piękne ubrania? Komentarze „Piękna koszula”! „Skąd spodnie?” Zdjęcie na ten moment ma prawie 450 polubień. A gdzie ta prowokacja? Otóż obie te rzeczy pochodzą właśnie z wcześniej opisanego przeze mnie bazaru. Cena koszuli to 30zł, a spodni 35zł. Można? Można.

O wiem, że zaraz spadną na mnie gromy z nieba i hate z klawiatur, ale nie przejmuję się. Chciałam pokazać, że prezentowana przez większość wyroczni modowych idea „bez metki nie ma sylwetki” ma się nijak do tego co można zrobić. Bo metka metce nierówna. Oczywiście, że bardzo lubię dobre firmy, fajny design. Uwielbiam piękne torebki, ale nie mam manii „wielu zer”. I w kraju w którym nie każdego stać nawet na sieciówki powinniśmy nauczyć się modowej tolerancji. Każdej innej też. Pozdrawiam Was.

Wasza Bazarówa.

FullSizeRender

FullSizeRender

IMG_2581

FullSizeRender