Zapraszam Was do przeczytanie wywiadu jaki przeprowadziła ze mną Joanna Rutkowska dla magazynu „Flesz”. Miłej lektury.

NIE JESTEM PIĘKNOŚCIĄ

„Dubajskie modelki” nazwała prostytutkami, nie szokują jej wysokie zarobki blogerek modowych i… widzi Kasię Tusk w roli swojej idealnej synowej! Karolina Malinowska nie boi się mówić tego, co myśli. A nam zdradza, czy marzy jeszcze o córeczce. 

 

O wielkiej modzie wie chyba wszystko. Bo Karolina Malinowska (33) była jedną z pierwszych polskich top modelek. Pracowała z Karlem Lagerfeldem, Miuccią Pradą czy Alexandrem McQueenem. Pojawiła się na okładce „Vogue’a”, zaczynała karierę w tym samym czasie co Anja Rubik i Kamila Szczawińska. A jednak z dnia na dzień zrezygnowała z życia w Paryżu czy Nowym Jorku. Powód? Zakochała się w Olivierze Janiaku i wyszła za mąż. Marzyła o kochającej się rodzinie i ma dziś trzech synów, a przy tym stała się ekspertką od macierzyństwa, została prezenterką telewizyjną i felietonistką. Ale o modelingu nie zapomniała, kocha ten zawód, ceni i podziwia dziewczyny, które się na niego decydują. Czy dlatego w aferze z „dubajskimi modelkami” zareagowała tak ostro?

 

Kur… mnie bierze, gdy czytam o «modelkach» wyjeżdżających do Dubaju i będących paniami do towarzystwa. To prostytutki”. Czemu pozwoliłaś sobie na tak mocny wpis na swoim blogu?

Nazwałam po prostu rzeczy po imieniu! Bo w tak zwanej już aferze „Dubaj Gate”, a nawet „Dupa Gate” dziewczyny, które tam pojechały, to nie były modelki, tylko panie do towarzystwa. A znowu wszystkich wrzucono do jednego wora. W czasie kiedy modelki wiecznie muszą się tłumaczyć ze swojego wyglądu, wagi czy z tego, że podobno nic nie robią i zarabiają duże pieniądze, teraz dolepiana jest im kolejna łatka łatwych dziewczyn. „Dubajskie laski” niech robią co chcą, są przecież dorosłe i daleko mi do oceniania ich. Tylko niech nie równa się ich z modelkami. Uprawiam ten zawód od 14 roku życia i wiem, jak dużo wyrzeczeń wymaga taka praca. Niedawno zapytano mnie, dlaczego na blogu piszę „Modelki” wielką literą? Bo to jest mój wyraz szacunku dla tych dziewczyn, które są prawdziwymi modelkami.

 

Walczysz o ich dobry PR?

Raczej walczę ze stereotypami. To nieprawda, że w tym biznesie musisz być piękna, żeby odnieść sukces. Ważniejszy jest ciekawy typ urody. Dziewczyny muszą mieć opanowane języki, umieć o siebie zadbać, mieć coś do powiedzenia, bo w pewnym momencie stajesz się samemu sobie szefem, matką, opiekunem, menadżerem i najlepszą przyjaciółką. Jeśli miałabym powiedzieć, z czym na pierwszym miejscu wiąże się ten cudowny zawód, to przyznam, że z wielką samotnością.

 

Gdy zaczynałaś pracę w modelingu, nikt cię nie ostrzegał przed panami proponującymi karierę przez łóżko?

Byłam chyba za młoda, żeby myśleć o takich rzeczach. Zostałam modelką, bo mnie zmusiła do tego nasza domowa sytuacja finansowa. Po sesji wracałam do Łodzi, kładłam pieniądze na stół i szłam do szkoły. I z jednej strony byłam zwyczajną nastolatką, a z drugiej nie, bo moje koleżanki zastanawiały się, w co się ubrać na imprezę, a ja w tym samym czasie planowałam, jak pogodzić wyjazd do Londynu z lotem do Paryża i jak w międzyczasie nauczyć się do klasówki z matematyki.

 

I nie miałaś nigdy niemoralnych propozycji?

Nie zdarzyło się, żebym je dostała od Miuccii Prady czy od Karla Lagerfelda. Może nie byłam w ich typie (śmiech)? Myślę, że jak pracujesz z ludźmi naprawdę na wysokim poziomie, to takie rzeczy się nie zdarzają. Z ręką na sercu mogę przysiąc, że nigdy mnie to nie spotkało.

 

Mówisz, że nie miałaś nigdy niemoralnych propozycji, a przecież sama dostałaś podejrzaną wiadomość na Facebooku…

Nawet nie wiem, jaka ona była do końca, bo gdy zauważyłam, że tekst zaczynał się od słów: „Hello beautiful model Karolina” od pana z arabsko brzmiącym nazwiskiem, to od razu ją skasowałam. Uśmiałam się tylko, że jak ktoś zaczyna pisać do mnie per „piękna”, to już wiem, że chyba dobrze nie widzi. Mam świadomość, że do piękności nie należę. Nie jestem typem, za którym faceci oglądają się na ulicy. Byłam dobrą modelką, bo mam buzię, którą łatwo można zmienić.

 

Wciąż podkreślasz, że to cudowny zawód. A ja ciągle słyszę od modelek, że ich praca to wieczne czekanie na pokaz, sesje zdjęciowe, które nie mają końca i życie na walizkach. Co w tym fajnego?

Kiedy pierwszy raz pojechałam do Mediolanu, ubrałam biały, duży golf, dżinsowe ogrodniczki kupione na bazarze w Łodzi oraz trapery i tak „wystrojona” weszłam do agencji. Usłyszałam: „Oh, fuck!”. Nie było już czasu na zmiany, bo jechaliśmy na prywatny casting do Prady. Wchodziłam tam z dziewczynami, które miały na sobie ciuchy od Gucciego czy D&G, więc wyglądałam wśród nich jak Kopciuszek z Łodzi. Ale kiedy Miuccia Prada zobaczyła moje portfolio, choć były tam zaledwie trzy polaroidy, zatrudniła właśnie mnie na wyłączność na trzy miesiące. Po co to opowiadam? Bo to był super czas. Ona szyła dla mnie kolekcje, przeprowadziłyśmy milion fajnych rozmów, spojrzałam na świat z innej perspektywy. Widziałam, jak zażarcie kłóci się ze swoim mężem i jak z tego powstają piękne rzeczy.

 

Świat mody wciąga jak narkotyk?

Czasem czujesz się nawet jakbyś lądowała na innej planecie – jak choćby podczas mojego pobytu w Tokio. Ale bywa też zabawnie. Pamiętam, jak czekałam na wyjście w pokazie Alexandra McQueena. Obok mnie stał jakiś facet. Dla zabicia czasu rozmawialiśmy przeszło dwie godziny. Pod koniec wymieniliśmy się mailami i choć miałam poczucie, że skądś mogę go znać, nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Zapytałam więc koleżanki, czy wiedzą, kto to? I słyszę: „Co ty nienormalna jesteś? To był przecież Bryan Adams!”. Do dzisiaj mam polaroidy, które sobie razem robiliśmy.

 

Skoro była to wymarzona praca, to czemu zrezygnowałaś? Poszłaś na emeryturę już w wieku 21 lat!

Bo się zakochałam. Czy to nie wystarczający powód?

 

A nie można połączyć jednego z drugim?

Na początku tak próbowałam, ale okazało się, że to nie jest do pogodzenia. Bo żeby chodzić w pokazach u najlepszych projektantów na świecie, trzeba być do dyspozycji w każdej chwili. I rzucać wszystko, kiedy zadzwoni telefon. Mieszkając w Polsce to było niewykonalne. W końcu musiałam wybrać.

 

Nie było ci trudno? Nagle z muzy światowych projektantów stałaś się zwykłą panią domu.

Często tęskniłam. Ale czułam, że inne rzeczy są teraz ważniejsze. Po pokazie Arkadiusa poznałam Oliviera. Wymieniliśmy się numerami telefonów, ale żadne z nas nie zadzwoniło, więc zdecydował za nas przypadek. Wysłałam SMS-a, myśląc, że to do koleżanki, a odpisał właśnie on. Po pół roku znajomości się pobraliśmy. Miałam tylko 21 lat i wtedy nic innego oprócz niego się dla mnie nie liczyło. Próbowałam różnych rzeczy po modelingu, szukałam swojej drogi, poszłam na studia, politologię. W końcu jej nie skończyłam, bo przerwałam na czwartym roku z powodu ciąży, w której musiałam leżeć całe 9 miesięcy. Ledwo wyszłam z pieluch to był kolejny syn i kolejny…

 

I naprawdę nie żałujesz, że nie jesteś dziś na miejscu Anji Rubik, Małgosi Beli czy Magdy Frąckowiak?

Powinnam teraz powiedzieć, że nie. Bo jestem na innym etapie i nie myślę o niczym więcej tylko o dzieciach. Bo teraz to jestem Matką Polką. Ale powiem prawdę – pewnie, że czasem żałuję. Macierzyństwo to najwspanialsza rzecz, jaka cię w życiu spotyka, ale i wymaga mnóstwo wyrzeczeń. Więc kiedy przeglądam wspaniałe zdjęcia dziewczyn, myślę o tym, co by było, gdyby moje życie potoczyło się inaczej. Nadal przecież kocham modę, biorę udział w sesjach zdjęciowych, czytam i oglądam wszystko, co z modą jest związane.

 

Śledzisz też wpisy blogerek modowych?

Czytam ich blogi, znam kilka z nich osobiście. Uważam, że Jessica Mercedes czy Macademian Girl mają świetny marketingowy pomysł na siebie. W przeciwieństwie do całej reszty nie będę ich hejtować, bo wszystko co może być dla kogoś inspirujące, jest fajne i potrzebne. A one właśnie tak działają na ludzi. Poświęcają cały swój dzień, by prowadzić bloga o modzie, więc czemu nie miałyby brać za to pieniędzy?

 

Kwoty są niemałe. 15 tysięcy za wpis i stylizację to jest według ciebie normalna cena?

Jeśli ktoś chce tyle zapłacić, to znaczy, że stawka jest ok. To nie jest takie proste – stworzyć popularnego bloga i na nim tyle zarabiać. Każdy może spróbować, powodzenia… Ci co krytykują, robią to z zazdrości, że w krótkim czasie dziewczyny zrobiły karierę. Przyznam, że nie czytam namiętnie ich blogów, ale dość regularnie wchodzę na stronę Kasię Tusk. Wielu uważa, że jej stylizacje są nudne, czasem to prawda, ale ja ją lubię, chciałabym mieć taką synową. A największym hitem są dla mnie przepisy na jej blogu – niekoniecznie są dobre dla wielkości mojej pupy, ale poza tym są świetne (śmiech).

 

A dlaczego sama przestałaś oceniać styl gwiazd? 

Robiłam to dwa lata, żeby dojść do wniosku, że to jest bez sensu. Bo ile ludzi, tyle opinii. Mnie też się zarzuca, że wiecznie chodzę w worach. A chodzę w nich i będę w nich chodzić, bo mam wielki brzuch po trzech ciążach i nie mam figury, żeby wkładać dopasowane sukienki. I co? Mam teraz przepraszać za to? Nie chciałam tego robić więc innym. Poza tym mnie interesuje sam człowiek, a nie jego ciuchy.

 

Czyli sama też przejmujesz się tym, co piszą o tobie… 

Czasem, gdy przeczyta się coś bolesnego, to trudno się nie przejmować. Komentarze na mój temat w Internecie nie są przyjemne. Według niektórych internautów powinnam mówić o sobie: „Cześć, nazywam się Karolina Malinowska, jestem paszczurem, samozwańczą ikoną mody oraz najlepszą Matką Polką w tym kraju, z mężem gejem, miło mi cię poznać” (śmiech).

 

Czyli czujesz presję, że musisz dobrze wyglądać?

Zastanawiam się tylko, czy znane mamy same nie wywierają na sobie największej presji, aby świetnie wyglądać po ciąży, szybko wrócić do pracy, udawać, że nic w ich życiu się nie zmieniło. Kiedyś mi się dostało za to, że zwróciłam uwagę na mamy celebrytki, które latają w szpilkach umalowane, zachwycone macierzyństwem i opowiadają jak to na wszystko znajdują czas. Ale niech się chociaż szczerze przyznają, że mają ogromną pomoc, by tak właśnie mogło być. Inaczej dają fałszywy sygnał innym, bo skoro nie jesteś taka perfekcyjna jak one, to jesteś beznadziejna. Jak to? Dziecko nie dało ci umyć głowy i zrobić makijażu? Ale matka celebrytka też ma do spełnienia pożyteczną rolę. Jeśli jakaś mama czuje się źle, ale patrzy na moje zdjęcia i myśli sobie: „Może ta Malinowska nosi gacie obciskające, ale wygląda ok, to ja też tak mogę”. I w drugą stronę też to działa. Gdy piszą do mnie mamy o tym, jak ćwiczą z dzieckiem, to dają mi motywację do tego, aby się nie lenić i dbać o swoje ciało.

 

Ale to właśnie ciebie miałam za ideał matki, bo przy trójce dzieci jako jedna z nielicznych nie masz niani.

To nieaktualne, od półtora miesiąca już mam. Stwierdziłam, że bardzo kocham swoje dzieci, ale siebie też, więc im więcej zaczęłam pracować, tym bardziej potrzebowałam pomocy. Poza tym mieszkam z babcią, która ma 81 lat. Dla mnie niania to nie jest ktoś, kto zajmie się najmłodszym dzieckiem, ale też i moją babcią. Mam fajne, kochane dzieciaki, ale czasem tak dadzą mi do wiwatu, że mam ochotę rzucić wszystko i wyjechać. Kocham poniedziałki, kiedy zaczyna się przedszkole. W ogóle jestem matką terrorystką, czyli po 20 dzieci idą spać bez gadania. Musi być w ciągu dnia chwila dla siebie, dla partnera, czas by poskładać myśli.

 

Jak napisała Danuta Wałęsa, po trzecim dziecku przestajesz liczyć i zastawiać się, czy dasz radę je wychować.

Nie, w naszym domu nie będzie kolejnego malucha, karta dużej rodziny wyrobiona, produkcja zamknięta (śmiech). Nie pragnę też córeczki. Teraz czas dla mnie.

 

Ostatnio częściej pokazujesz synów publicznie. 

To są moje dzieci dlaczego mam im nie pokazywać świata, chować go przed nimi bo jakiś facet z aparatem ich upoluje?Dlaczego nie maja mi towarzyszyć w moim życiu? Ale bywamy z dziećmi tylko tam, gdzie ma to sens. Niedawno u pana prezydenta wspieraliśmy akcję świąteczną. A premiera Kalendarza Dżentelmeni jest dla nas ważnym rodzinnie wydarzeniem, bo mój mąż poświęca na to 4 miesiące swojego życia. Wtedy go nie ma z nami, więc chciał, żeby chłopcy zobaczyli, na co poszedł ten czas i że warto robić coś dla innych.

 

Myślisz, że pójdą w wasze ślady? Ciągnie ich do show-biznesu?

Jeśli któryś z moich synów przyjdzie i powie, że chce iść na casting, to go tam zaprowadzę. Niech spróbuje. Na razie jeszcze najstarszy o nic takiego nie zapytał. Fryderyk ma dopiero 5,5 roku, ładnie śpiewa. Jak się go zapytasz, co będzie robił, to już mówi, że chce chodzić z mikrofonem tak jak tatuś. Widać, że go to kręci. Ale nie szukam talentów czy predyspozycji dzieci na siłę, żeby już je ukierunkować.

 

A oglądasz „Małych gigantów”?

Nie, bo wtedy kładę dzieci spać. Oglądałam tylko jeden odcinek, w którym był Oli.

 

Kontrowersje wokół programu cię zdziwiły?

Zawsze ocenianie dzieci to delikatna sprawa. Nie wiem czy mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo nie jestem ani trenerem, ani psychologiem, ani matką, która zgłasza tam dziecko. Jedno jest pewne – całe życie jesteśmy oceniani czy to w szkole, czy to w życiu.

 

Posłałabyś swoich synów, gdyby chcieli?

Myślę, że nie. Za wcześnie.

 

A jak radzisz sobie jako matka samych chłopców?

Ogarniam gry wideo, transformersy i muszę przyznać, że jestem w tym świetna. Nie walczę z technologiami, pozwalam grać na Playstation. Nie jestem matką, która powie: „Masz tu dwa klocki i dwie drewniane kulki i się tym baw kreatywnie”. Pozwalam też, żeby mój mąż zajmował się dziećmi. Oczywiście, że każda kobieta wie, że ona zrobi coś lepiej, ale czy to nie cudowne, żeby to on zrobił coś nieidealnie, a ty masz czas dla siebie? Ja nie muszę na szczęście prosić o pomoc męża, bo Olivier sam to robi. Chętnie uczestniczy w życiu dzieci, w kąpieli czy czytaniu bajek. Gdybym była z tym sama, to bym nie dała rady.

 

Dlatego masz czas, by poćwiczyć z Chodakowską. 

To jest właśnie czas dla mnie! I kiedy tak bardzo mi się nie chce iść na terning, Ewa mnie mobilizuje. Lubimy się prywatnie, zawsze mogę do niej zadzwonić, ćwiczę codziennie z jej płytami przed telewizorem. Bo mam wyznaczony cel – chcę pójść na imprezę bez obciskając bielizny (śmiech). Ale jeszcze daleka droga przede mną, bo trenuję na razie zaledwie dwa miesiące.

 

Myślałam, że robisz to po to, by lepiej wyglądać w kamerze, bo teraz jesteś z zawodu… prezenterką.

Powoli zaczynam nią być. W TVP ABC prowadzę program dla rodziców „Na kłopoty ABC”. A od wiosny w „Pytaniu na śniadanie” będę mieć swój kącik o modzie. Pokażę tam polską modę od kuchni, życie projektantów, jak powstaje kolekcja. To naprawdę fascynujący ludzie. Poza tym prowadzę cykl wywiadów dla portalu „Twoja Równowaga” z największymi polskimi gwiazdami. Rozmawiam z nimi o ich życiu, przemyśleniach, pracy i odbieraniu świata. To mnie kręci najbardziej.
A co by powiedziała Karolina sprzed kilkunastu lat, gdyby zobaczyła jaka jesteś teraz?

Zdziwiłaby się, że nie zostałam lekarzem jak planowałam. Ale cieszyłaby się, że pomimo ryzykownych życiowych wyborów, udało mi się. Wszystko jest dziełem przypadku, a ja codziennie dziękuję Bogu, że jest tak, a nie inaczej.

FullSizeRender