Moda to część mojego życia. Znaczna część. Miałam okazję podziwiać i brać udział w tym jak rodziła się w Polsce. Na sesje zdjęciowe ubrania się szyło. Nie było dostępu do zagranicznych marek. Z prawdziwą rozkoszą styliści rzucali się na wyrastające jak grzyby po deszczu sieciówki. Wybitni projektanci jak Maciej Zień, Joanna Klimas, Paprocki&Brzozowski, Eva Minge tworzyli kreacje będące ziszczonymi w kawałku materiału marzeniami o wielkim świecie. O wielkiej modzie. Styliści jak Marta Kalinowska, Alicja Kowalska, Marek Adamski, Agnieszka ŚCIBIOR, Basia Czartoryska, Dagmara Radzikowska czy Sławek Blaszewski stawali na głowie, aby polskie sesje i pokazy mody były na światowym poziomie.

Sesje zdjęciowe robiło się godzinami, nie było poprawek w photo shopie. Ba! Nawet aparaty były inne. Najpierw seria tzw. polaroidów, a dopiero później w ruch szła klisza. Marcin Tyszka, Robert Wolański, Marek Straszewski, Magdalena Wunsche, Piotr Porębski to ówczesna czołówka polskiej fotografii mody.

Gonia Wielocha, Sergiusz Osmański, Julita Jaskółka, Robert Kupisz, Jarek Korniluk, Maciej Wróblewski czy perfekcyjna w każdym calu Jaga Hupało tworzyli departament urody 😉 Podpatrywali to co w trendach makijażu i fryzur święciło triumfy na świecie, ale i kreowali swoje wizje.

Oto ludzie, którzy w moim serca zawsze mają miejsce. Uwielbiam ich za to co stworzyli, jakie drzwi pootwierali. Jaką mieli fantazję i determinację pokazując czasem, że nawet niemożliwe jest do zrobienia.

Kochani tak bardzo Wam za wszystko dziękuję. I tak bardzo tęsknię za tamtą mentalnością… I za rozumieniem mody.

Dziś wiele się zmieniło. Wielkie domy mody otwierają swoje butiki w Polsce. Kupienie super torebki jest żadnym wyczynem, jeśli tylko Cię na nią stać. Styliści i fotografowie stali się gwiazdami. A każdy jest ekspertem od mody, czy miał z nią do czynienia, czy nie. Pojawiło się zjawisko blogera modowego- osoby, która na swoim blogu pokazuje stylizacje jakie nosi. Jednym to wychodzi lepiej, innym gorzej. Nieważne. Ważne, że moda stała się tematem numer jeden. Kiedy oglądamy relację z wystawy, premiery filmowej czy teatralnej w najlepszym przypadku dowiemy się o tytule filmu czy przedstawienia, albo kto wystawiał swoje prace. To wszystko. Na więcej informacji nie ma co liczyć. Znajdziemy za to biliony zdjęć i opisów tego, kto w czym na sobie i z czym w twarzy oraz na twarzy. Skąd buty, torebka, sukienka i inne pierdoły. Znamy to. Tak wygląda modowa rzeczywistość. Nie mam zamiaru z tym walczyć, bo to walka z wiatrakami.

Ważnym modowym wydarzeniem w naszym kraju od paru lat jest Fashion Week w Łodzi. Szalenie się cieszyłam się kiedy powstał. Nie dość, że w moim rodzinnym mieście to jeszcze tworzony przez znane mi osoby. Zapowiadało się świetnie. Jeździliśmy tam z wielką radością. Dziś ta impreza wygląda nieco inaczej. Nie zrzesza polskich projektantów, czy ludzi zajmujących się prawdziwym kreowaniem mody w Polsce.  Znajdziemy na niej za to mnóstwo dziwnych osób, bardzo oryginalnie ubranych, czy też poprzebieranych jak kto woli. Kolorowo? Już nie. Groteskowo tak. To nie wina organizatorów (a może?) a raczej znak naszych czasów.

Oglądając zdjęcia z kończącego się dziś Fashion Week w Łodzi zobaczyłam zdjęcie niejakiego Michała Witkowskiego- czy też Michaśki jak lubi siebie nazywać. Świetny pisarz, ale o tym już nikt nie pamięta. Zaczęło się niewinnie. Michał pojawiał się na pokazach mody ubrany zawsze dość dziwnie. Jego stylizacje często budziły kontrowersje- czyli cel został osiągnięty. Obserwowałam to „zjawisko” dość długo… I znudziło mi się. Czekałam na jakieś JEB! Na moment, kiedy się okaże po co mu to wszystko. Na jakiś felieton, na książkę, na program. Na cokolwiek. Czekałam. Już nie czekam. Dziś patrzę z politowaniem, bo to przykry obrazek. Już nawet nie śmieszy, budzi współczucie. Tym razem jednak wzbudził moją wściekłość. Kiedy zobaczyłam Michała Witkowskiego w dziwnej instalacji na głowie pomyślałam, znowu… Ale kiedy zobaczyłam na niej symbol SS (nazistowska organizacja zbrodnicza – za taką uznanał ją Trybunał Wojskowy w Norymberdze w 1947 roku) coś się we mnie zagotowało. Gdzie jest granica? Czy naprawdę to są wartości jakie chcemy promować? Szczególnie w obecnych czasach? Witkowski pisze na swoim blogu, że „za treści wyrażone kapeluszem nie odpowiada”. Do jasnej cholery! Odpowiada! Bo jak go zakłada, to odpowiada. O autorze tego dzieła nie wspomnę, choć jest mi znany. Ale gdzieś się obaj Panowie pogubili i radzę się szybko odnaleźć… Smutne. To już nie jest nawet fashion patology. To jest dramat, przy okazji idiotycznego kapelusza okraszony dramatami tysięcy ludzkich istot.

 

10984586_824102344292685_3630713671860251761_o 11130345_824102517626001_8327406745169868847_o SSrune

Wyznawcom tych rewolucyjnych stylizacji Witkowskiego radzę porozmawiać ze znacznie starszym, niż sam wasz idol pokoleniem. Moja Babcia po zobaczeniu tych symboli rozpłakała się. Zapytała jak można na to pozwolić i to w świetle reflektorów? Po czym dodała ze smutkiem…. „Gdybyście Wy młodzi widzieli na oczy tę wielką tragedię.” Porozmawiajcie… Może się okazać, że już nie będzie tak wesoło. I jakby mniej modnie się zrobi.

Dziwię się też, że nikt z organizatorów Fashion Week nie poprosił owego Pana o zdjęcie nakrycia głowy. Albo wyproszenie go z tej imprezy. Jak Wam nie wstyd? Witkowski w swej wielkiej mądrości zapomniał o tym, że propagowanie symboli nazistowskich jest w tym kraju karalne. W dupie mam taką modę i taki modowy światek! A ludzi od prawdziwej mody proszę, aby zastanowili się kogo i po jaką cholerę zapraszają na swoje pokazy. Naprawdę takiej mody chcieliście? Naprawdę tak się chcecie promować? Wstyd.

 

PS.
Nie obchodzi mnie czy ten wpis się komuś spodoba, czy nie.