Idzie wiosna… Chyba idzie, bo ostanie opady śniegu, gradu, deszczu i mega wichury na to nie wskazują, ale według kalendarza już powinna tu być. Jak co roku o tej porze robię porządki w szafie i choć mam mnóstwo rzeczy to oczywiście nie mam się w co ubrać. Pewnie to znacie. Mam jeszcze tę straszną przypadłość, że ja niczego nie wyrzucam. Błąd. Muszę się tego nauczyć, ale zawsze mi żal. Mam teorię, że w modzie wszystko już było, więc może warto trzymać pewne rzeczy? A może nie… Gubię się czasem w tym wszystkim.

Zakupy. Wymarzona aktywność każdej kobiety. Lubię je i ja. Niestety coraz mniej. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie stają się powoli katorgą. Dlaczego? Powodów jest kilka.

1. Wchodzisz do sklepu i od wejścia ochrona patrzy na Ciebie jak na złodzieja. Zazwyczaj mówię, że jeszcze nie zdążyłam nic rąbnąć, więc niech Pan jeszcze posiedzi. Wrrr…

2. Oglądasz wiszące ciuchy, ale chcesz obejrzeć także te leżące i poskładane. Żeby je zobaczyć musisz je rozłożyć, prawda? Kiedy tylko odłożysz je na miejsce – złożone, podchodzi ofukana Pani Ekspedientka (piszę z dużej litery celowo) i układa je pod linijkę zanim zdążysz odejść pół kroku. Ja rozumiem, że musi być ładnie i estetycznie -sama to lubię, ale na Boga czy to nie może poczekać, aż klient choć odrobinę się oddali?

3. Jestem stara. Serio. Nawalająca od wejścia do sklepu muzyka w klimacie- ” także w poniedziałek o 13 poczujesz się jak w sobotnią klubową noc” – uświadamia mi, że ja się już do klubów nie nadaję. Mam więc kilka miejsc, do których nie wchodzę. Nie jestem w stanie wytrzymać nerwowo, choć wystawa kusi. Macie tak?

4. Wiem jak wyglądam, bo mam w domu lustro. Więc kiedy wchodzę do jednej z popularnych sieciówek i oglądam swoje odbicie w ichnim lustrze wiem, że ściemniają. Nie tylko mnie, światła też – oczywiście wszystko w imię mojego dobrego samopoczucia oraz szybkiego pójścia do kasy i zakupu tego magicznego ciucha. Najczęściej jednak mam ochotę kupić samo lustro.

5. W tej samej sieciówce, w tych samych magicznych przymierzalniach jest zazwyczaj nieporównywalny z niczym syf na podłodze. Perfekcyjna Pani Domu dostałaby pewnie zawału od razu. Może byście posprzątali w ciągu dnia? Nie ZARA tylko TERA!

6. Tłumy, kolejki, tabuny ludzi w przymierzalniach i przy kasach. Nie. No po prostu nie.

Marudzę? Może. Ale podobno – klient nasz Pan 😉

Zdecydowanie lubię zakupy w internecie. Bardzo. Mogę obejrzeć wszystko dokładnie na ekranie. Nawet milion razy. Mogę nie poddawać się tym wszystkim sklepowym bajerom i presjom. Mogę się zastanowić czy naprawdę potrzebuje nowej, kolejnej rzeczy (zawsze potrzebuję ; ). Z czym ją zestawię, jak skomponuję.

Nie muszę wystawać w korkach (coś o zakorkowanej Warszawie – napisać…nie muszę to koszmar, który odczuwa każdy). Oszczędzam na paliwie, parkingu, i najważniejsze nie tracę czasu na dojazd. Wszystko dostaje do domu. Pomacam w realu, a jak mi się nie spodoba, moje lustereczko zawsze prawdę powie,  wtedy mogę po prostu odesłać. Takie mam prawo. Reklamacja w sklepach stacjonarnych nie zawsze jest taka prosta. I trzeba znowu zaliczyć dojazd, szukanie parkingu…..czas.

On line częściej można upolować okazje, a ja bardzo je lubię ;-). Od dawna kupuję w internecie – zabawki dla dzieci, rzeczy do domu i oczywiście ubrania. Moim ulubionym sklepem jest Zalando. Zachęciły mnie do niego reklamy w telewizji. Idea smart shopping, a przede wszystkim fast shopping ;-). Sprawdziłam. Sprawdzam i będę sprawdzać. Mają tam moje ukochane marki jak np. Michael Kors, ale także nowe, dopiero niedawno przeze mnie odkryte jak Kiomi. Ważne jest też dla mnie bezpieczenstwo zakupów, a takie one są. Lubię też to, że strona sama pokazuje mi rzeczy, które mogą mnie zainteresować. I niestety zazwyczaj interesują. Piszę niestety, bo wiadomo że kończy się to kolejnym zakupem. No, ale my kobiety nigdy nie mamy się w co ubrać. A na pytanie po co Ci kolejna para butów odpowiadamy- bo tak! Czy zdarzyła mi się zakupowa wpadka w takim sklepie? Hmmm…. Raczej mnogość zamówienia, ale darmowa możliwość zwrotu działa zbawiennie po zakupowym, nie zawsze dobrym  impulsie. Aha, żeby nie było! W przeciwieństwie do znanego Pana Jarka (nie Prezesa) rzeczy zwracam z metkami i nie używane ;-). Tak też można.