Mam dość samej siebie! Swojego lenistwa i wymówek jakie sobie funduję! Cholera powinnam zostać politykiem, najlepiej jakimś ministrem (Ministrem! Nie Panią Ministra!), bo umiem znaleźć całe mnóstwo usprawiedliwień dla swoich kontrolowanych i zamierzonych w gruncie rzeczy upadków, zwanych potocznie lenistwem. A może jednak to nie moja wina? Choć poćwiczyć mogłam… Nie pić brązowego słodkiego cholerstwa z puszki też mogłam… W sumie dużo mogłam… To dlaczego nie mogłam?!!!

Patrzę sobie na zdjęcia zgrabnych kobiet, z perfekcyjnymi tyłkami, bez gardeł pelikana pod ramieniem (jak nie wiecie o czym piszę to znaczy, że ich nie macie). Kobiet wstających codziennie rano i przygotowujących sobie mega pożywne śniadanko, obiadek , kolację i przy okazji maseczkę z glonów domowej roboty. Ja rano idę do łazienki zobaczyć swoją zmęczoną twarz, później wyciągam najmniejszą Godzillę z łóżeczka, w międzyczasie starsze już wstaną same i hałasując wyrażają swoją wielką miłość do rodziców. Następuje ubieranie dzieci, wszystkich dzieci i uwierzcie mi trochę czasu to zajmuje. Następnie ubranie siebie, najczęściej w to co się nawinie, bo mało czasu.  Julka odstawiam do mamy, a Fredzia i Christiana odprowadzam lub podwożę do przedszkola, bo muszą być przed 8.30. W windzie aferka za aferką. Kto wezwie windę! Kto naciśnie guzik w windzie! A czemu to nie on wcisnął! Mamo, a on mnie popycha! Ja chcę siedzieć z przodu! Nie! Ty siedziałeś wczoraj, dzisiaj moja kolej! Nieprawda! Mamo! Ja pierwszy spytałem!

A ja marzę tylko o tym żebym sama mogła usiąść z tyłu i miała święty spokój… Jeszcze około 15 lat i będzie git! Ale na razie pytam, kiedy ja mam przygotować to super zdrowe śniadanie dla siebie? No kiedy? Trzeba je zjeść w ciągu godziny po obudzeniu się! Ja nie mam 5 minut rano, no chyba że będę wstawać o 5.30 to się wyrobię!

A wieczorem? O 21 kiedy moje Ukochane Bachorzaki, są już w łóżku ja marzę tylko o tym żeby także się w nim znaleźć. Wiecie co mnie wkurza wtedy najbardziej? To, że trzeba zmyć makijaż! Nie możesz po prostu umyć zębów i już! Musisz zmyć misternie wykonaną tapetę (Delikatnie! Bo tak nakazują kolorowe magazyny!Inaczej zmarchy gwarantowane!). Później musisz przejrzeć się w lustrze i zobaczyć, jak wyglądasz bez makijażu (w moim przypadku nie jest to wesoły obrazek, przed snem wolę oglądać inne rzeczy). Następnie musisz wklepać coś pod oczy, coś innego na resztę twarzy, na ręce i na inne części ciała, żeby nie pokonała ich grawitacja. Choć wiadomo, że to pic na wodę klepiesz jak każą na opakowaniu! Nareszcie kładziesz się spać i głośno mówisz sobie, Bogu i Ewie Chodakowskiej, że od jutra będzie inaczej… I choć wiesz, że nie będzie zasypiasz z wiarą w siebie i swoje postanowienia! Oczywiście w nocy nie śpisz, tylko wstajesz nieskończoną ilość razy do dzieci…Woda, siku, złe sny, smoczek wypadł, albo po prostu NIE BĘDĘ SPAŁ! Rano masz ochotę pieprznąć mocno budzikiem, który przypomina Ci o tym, że znów dupa blada co opada! Niczego nie zorganizujesz jak trzeba! A już z pewnością nie śniadania z kaszy jaglanej, czarnuszki i innych zdrowych bzdetów, które oczywiście masz w szafce! Jasne, że masz! Leżą i mają się świetnie!!!

I co? I nic!

Miałam zacząć od poniedziałku, po dwóch tygodniach przerwy (choroba i wyjazd do Wrocławia)… I znów porażka! Tym razem to wina spalonego mostu i korków na mieście! Na Boga półtorej godziny z Pragi Południe na Mokotów to jakaś paranoja! Zawróciłam! To nie moja wina! Chciałam! Bardzo! Wyszło jak zawsze! Ale jutro też jest dzień!!!

I budzik zadzwoni o 6.30… resztę znacie…

Wy też tak macie, czy tylko ja tak upadam?