Seks czy też sex, jak kto woli sprzedaje dziś wszystko! Naprawdę wszystko! Od słodyczy, przez samochody po alkohol i papierosy. Moimi ukochanymi reklamami, są jednak, te mijane podczas podróży. Każda szanująca się firma produkująca kabiny prysznicowe lub baterie łazienkowe musi mieć na bilbordzie mniej szanującą się „gołą babę”. Gładzie i bramy garażowe też. Ot, taki obrazek mający dosadnie przemawiać do odbiorcy i jego wyobraźni.

Seks  od zawsze sterował światem, to dzięki niemu wielu jest tu gdzie jest, a jeszcze więcej już nie jest tam gdzie było 😉

Kiedyś mieliśmy „Sex w wielkim mieście”, a dziś świat ogarnęła mania „50 twarzy Greya”. Książka, a teraz film opowiadający o seksie młodej dziewczyny i biznesmena Christiana Greya. Nie czytałam książki, nie dlatego, że jestem nastawiona „anty”, ale dlatego, że nie miałam kiedy i jakoś specjalnie mnie ona nie kusiła. Nie czułam, że jej pragnę. Może sięgnę po nią po 70tce? To byłoby coś! Zaciekawiło mnie jednak skąd w tak wyzwolonym seksualnie, a jednocześnie cholernie pruderyjnym świecie taka wielka potrzeba zgłębiania tego tematu. W USA nadal pokazanie sutków jest czymś gorszącym, ale wielki tyłek Kim możemy podziwiać wszyscy i wszędzie i we wszystkim!

O seksie się dyskutuje, tworzy rankingi najseksowniejszych, nawet jak coś jest fajne mówi się na to „sexy”. Seksowne muszą być nasze ciuchy, myśli, ruchy. Seksowne muszą być nasze włosy, usta i buty. Kurwa, nawet nasz czajnik do gotowania wody ma być seksowny!

Dziś mając 32lata mam do tematu bycia seksownym dystans (zupełnie odwrotnie niż do seksu;-). Bycie seksowną nie jest odfajkowaniem tych wszystkich wyżej wymienionych punktów, ale tym czy ma się to „coś”, czy nie. Fajnie być dojrzałą, świadomą siebie kobietą, która już ( i jeszcze) nie musi się ścigać z innymi. Dziewczyny, przecież nie chodzi o to żeby być laską z „filmu przyrodniczego”, tylko o to żeby być fajną kobietą, która pozwala sobie na bycie spełnioną i zadowoloną. Ale żeby się to udało, i żeby nam się chciało być takimi musimy się czuć kochane i adorowane. Najtrudniejsza droga prowadzi nie od nas do kogoś, ale od nas do nas. Bo najpierw musimy polubić siebie i choć nie raz już o tym pisałam, nadal naprawdę uważam, że to najważniejsze. I nie chodzi o to jak wyglądamy, czego w sobie nie lubimy, jakich myśli wstydzimy się same przed sobą. Chodzi o to, czy potrafimy znaleźć własnych 50 twarzy, potrafić się do nich przekonać i je ujawnić.

Film porno podnieci każdego? Zakładam, że w większości tak. Cel, pal i ognia! Ale chyba fajniejsza jest tajemnica… Magia dotyku, zapach skóry i to kim na chwilkę możemy i chcemy się stać. Rzeczy pokazane wprost przestają po chwili zaciekawiać, kusić i budzić pożądanie, bo są podane na tacy. Co jeszcze można pokazać? Czym jeszcze zaciekawić, kiedy od razu wybiera się opcję „czym chata bogata”? Czy to jeszcze po dłuższym czasie intryguje, czy już tylko irytuje? Gonimy króliczka, czy na żądanie wyciągamy za uszy z kapelusza?

Mój mąż odebrał dziś mnóstwo telefonów z błaganiem o zaproszenia na to dzieło kinematografii. Czy wszyscy szukają inspiracji, chcą się podszkolić? A może zobaczyć co ich omija? 😉 Nie wiem, ale było to dość zaskakujące.

Film reklamowany jest tuż przed Walentynkami. Przyznaję, że jeśli chłopak zabrałby mnie na pierwszą randkę na ten film to raczej byłaby ona ostatnią 😉 Pójdę na niego… sama. Wiecie, taki seks, bez zobowiązań .

IMG_5410_2