Zdarza Wam się robić zakupy w dyskontach? Mnie i owszem. Mieszkam na Pradze, więc mam ich pod dostatkiem. Ostatnio usłyszałam, że to „wstyd i hańba” i nigdy w życiu nie wolno mi się do tego przyznawać publicznie. Po wygłoszeniu mi tych mądrości znana rasowa celebrytka, odwróciła się na swoich pięknych, designerskich szpilkach za pierdylion euro i chwiejnym krokiem (bo urocze buciki niewygodne jak cholera) oddaliła się swoim sponsorowanym autem zapewne w kierunku „na Trzy Krzyże” (Plac Trzech Krzyży w Warszawie- lansiarski i piękny bardzo).

Stałam tak sobie jeszcze chwilkę oszołomiona, po czy wydobyłam z siebie pod nosem „O ja pie$%#@!!!” i radośnie ruszyłam do sklepu z uroczym owadem w logo.

Czy to naprawdę obciach robić zakupy w takich miejscach? Nigdy tak o tym nie myślałam i raczej myśleć nie będę. Choć, „Jarosław Ty Polskę Zbaw” Kaczyński, przy słynnym porównywaniu cen przed Tuskiem stwierdził, że to sklep dla biedoty, to ja nadal prawie codziennie tam chodzę. Nie mam też przy okazji wyjścia, bo mój pies ma focha na każde inne jedzenie, oprócz tego, które dostępne jest w Biedronce. Trudno. Trzeba być dobrym dla zwierząt i mężów! Pamiętajcie!

Robienie zakupów w takich miejscach ma swoje plusy. Mam swoje ukochane produkty: korniszony z Lidla, wina z Lidla, kabanosy z Lidla… Kupiłam tam dla swoich dzieci piękny, podświetlany globus ze zwierzętami. W Biedronce można kupić tak trudno dostępny jarmuż, mają tańsze owoce. Kupiłam u nich świetne pudełka na zabawki dzieci, fajne malowanki, kredki czy nawet piżamki. I co? Wielka mi sprawa! Oczywiście, są tam produkty, na które nawet nie patrzę i nigdy nie znajdą się w moim koszyku, ale lubię polować na dobre okazje i już. Te miejsca mają dla mnie jeszcze jeden wielki plus-ludzi. Prażanie to największa rodzina w tym mieście! Prawie wszyscy mieszkający dłużej na dzielnicy się znają i to jest cudowne. Spotykam sąsiada z kamienicy, gdzie nawet nie ma wody i gadamy o polityce, sporcie, narzekamy na co się da (po polsku tak) po czym się uśmiechamy i życząc sobie miłego dnia rozchodzimy w swoje strony. Uwielbiam to! Gadam z Panią, która siedzi na kasie i jest super babką!

Z Biedronki zazwyczaj jadę na Rondo Wiatraczna (bazar na Wiatraku) po warzywa i mięso. Mam tam swojego ulubionego Pana od kiszonej kapusty, który w pewien pamiętny poniedziałek powiedział mi: „Jak ja cholera nie lubię, wie Pani handlować w poniedziałki na kacu! No tak mnie te klienty wkurwiają! To ile tej kapustki Kochana?”.

I to jest to!!! Chociaż Pana „klienty” wiadomo co, to nikt tak nie poprawia humoru na całym targu! Kilka miejsc do obowiązkowego obskoczenia, chociażby po to żeby „dzień dobry” powiedzieć  i powrót do domu. Jak wracam, zawsze zamienię kilka słów z dwoma pięknymi Romkami mieszkającymi na mojej ulicy. I takie oto mamy klimaty!

Oczywiście, że bardzo lubię swoją torebkę Prady i w życiu nie zamieniłabym jej na milion takich z dyskontu. Bardzo lubię dobre buty od światowych projektantów i piękne ubrania. Jak każda kobieta, wolę mieć markowy kosmetyk niż jakiś gorszy. Tak. Oczywiście, że tak… Ale super fajną lokówką z biedronki za 29,90  też się potrafię cieszyć i jak widać chwalić. A rękawiczki z bazarku, kupione u Ormian za 25 zł chciały wszystkie moje sławne koleżanki! Bo sztuka kupowania to sztuka mądrego wyboru z każdej oferty!

Dziś kupiłam sobie w Biedronce trochę wiosny. Żonkile 4,99 za 20 sztuk. Pędźcie. Jeszcze na pewno są.