FullSizeRender   FullSizeRender

Dziś w hali warszawskiego AWF odbyły się warsztaty All for my girls Ewa&#mygirls … Jak, było?

Cudownie!!! Przyznaję szczerze, że jeszcze rano pisałam do Ewy czy aby na pewno dam radę i nie wyzionę ducha?! Przyszła odpowiedź „Przeżyjesz!” … No i przeżyłam.

Sobotnia perspektywa wyjścia z domu i opuszczeniu na 4 godziny najlepszych spalaczy kalorii i nerwów, nazywanych powszechnie „potomstwem” była tak zajebiście (dokładnie! zajebiście!!!) kusząca, że na trening pojechałam godzinę wcześniej, wmawiając reszcie rodziny (przebacz Babciu i wybacz Mamusiu) bzdury o trudności z parkowaniem, i długą kolejkę do rejestracji, i inne niestworzone rzeczy. Po tym jak wsiadłam do auta poczułam już tyle endorfin, że groziło mi przedawkowanie! Beyonce w głośnikach i perspektywa spotkania się z moją kumpelką Violką!

Po wejściu do hali czuło się wspaniałą energię. Mnóstwo nieznających się dziewczyn, uśmiechających się do siebie życzliwie, wymieniających po kilka zdań i życzących sobie „powodzenia”. Tak niewiele, a tak wiele. Ponieważ ilość miejsca do ćwiczeń, była odwrotnie proporcjonalna do naszej determinacji ich wykonania Ewa poprosiła o schowanie mat… Już wiedziałam, że nie będzie dobrze (zero odpoczynku, leżenia na plecach! Damn!!!)

No i zaczęła się jazdeczka!  Milutka była tylko rozgrzewka… Później konkrecik! Przysiady, podskoki, deska…zbieramy płuca… przysiady z podskokami, podskoki i biegi… zbieramy płuca…, deska i „chiński piździec” (to moja nazwa autorska na wygibas autorstwa wiadomo kogo) –  taka deska, z której przechodzi się ręka po ręku do podporu i z powrotem  deskę) nie umiem wytłumaczyć, ale wykonać już tak ; )… choć niestety w deskę nie było! Ewa dała nam konkretny wycisk!

Zrobiła też coś co bardzo mnie zaskoczyło… musiałyśmy dobrać się w pary i ćwiczyć razem, co było mega fajne i bardzo motywujące. I pomimo tego, że nie były to najłatwiejsze zadania, była to najfajniejsza i najśmieszniejsza runda!

Na koniec brawa i dużo euforii… Dużo zdjęć i dumy, że na sygnale nie odwieźli nikogo!

Przyznam Wam się do jeszcze jednej rzeczy… Bycie mniej lub bardziej kojarzoną czy jak kto woli celebrytką ma także swoje minusy… Minusem są zazwyczaj zdjęcia Panów fotoreporterów i ich chęć pokazania „obiektu” w jak najgorszej odsłonie (choć nie wszyscy tacy są, bywają równe chłopaki). I wiecie co? Kompletnie mi to zwisa czy jutro napiszą na kundelku, że Malinowska wygląda tak czy siak (w najlepszym wypadku jak „paszczur”, ale przywykłam ;-). Bo to nie wstyd wyglądać gorzej. Wstyd nic z tym nie robić! Więc Ewa zrobiła dziś ALL FOR MY GIRLS! A ja ALL FOR MY ASS!!! Dla Jej tyłka też zrobiłam- posłałam Jej i Lefterisowi pyszną bezę z truskawkami by Mateusz Gessler. Wiecie….by im endorfiny nie opadły!

Oto moja relacja!!!

 

FullSizeRender Cisza przed burzą.

FullSizeRender  Najpierw grzecznie tłumaczyła, a następnie…

FullSizeRender FullSizeRender  …jak Cerber pilnowała…

FullSizeRender …aby nikt się nie lenił. Wsparcie przyjaciółki było niezbędne!

FullSizeRender Ja z moją Violką!

FullSizeRender Przeżyłyśmy.

FullSizeRender Choć nie było łatwo!

FullSizeRender I po ptokach!

IMG_9664 Całus od Pani Dyrektor

FullSizeRender No i selfie ze wszystkimi!

Buziaki ALL MY READERS!!!