Istnieje pewna prawidłowość, że  ilekroć pokuszę się o to, aby posiedzieć wieczorem trochę dłużej, mogę być pewna, że któreś z dzieci postanowi udowodnić mi, że spać trzeba chodzić o „ludzkiej porze”. Tym razem był to najmłodszy z chłopców Julianek. Pobudka nastąpiła szybko, bo po około 40 minutach od momentu, kiedy się położyłam. Z elektronicznej niani rozległo się złowieszcze „Mama!”,  zawołane najsłodszym głosikiem świata. Po omacku znalazłam drzwi do pokoju, gdzie stał Julcio w swoim łóżeczku zwarty i gotowy do zabawy 😉 „Mama!” padło jeszcze kilka razy, po czym nastąpił cykl „Wszystko, co Julianek potrafi”: powiedzieć kilka słów, zrobić kilka minek, dużo opowiadać w Jego własnym języku i rzecz z której jest najbardziej dumny – puszczanie oczka (autentycznie zamyka jedno). Ja z ledwo otwartymi oczkami, nieprzytomna , w końcu zaczęłam Go błagać o „Aaaa”. Zmieniliśmy pieluchę, ucałowałam małe nóżki i położyłam do łóżeczka…oczywiście minutę po moim wyjściu z pokoju rozległ się alarm w postaci „płacza-wymuszacza”, ale postanowiłam być twarda… Niestety Juluś też. Runda druga i 1:0 dla bobasa.

Dobra, wzięłam Go do rodzicielskiego łóżka. Na hasło „Aaaa” położył się grzecznie i zamknął oczka, ale chyba tylko do momentu kiedy i ja je zamknęłam. Jak tylko Mały Gadzik widział, że próbuję zasnąć rozlegało się „Mama!” i salwa śmiechu jak już otworzyłam oczy… (3-0). Prosiłam, błagałam, groziłam nawet szkołą z internatem gdzieś bardzo daleko. Nic to! 16 miesięcznego Cwaniaczka nie złamiesz. Aż w końcu około 5 rano z moich ust padło magiczne „Idź spać dam Ci stówę” i po chwili dziecko spało… Ale jak to? Przecież przez pierwsze lata wychowania uskutecznia się szantaż, a dopiero później korupcję? Uśmiechnęłam się do siebie, przeniosłam Julcia do Jego pokoiku i pomyślałam, że jestem padnięta, ale to były naprawdę  wspaniałe 3 godziny… takie nasze.

Mam nadzieję, że dziś będzie spokojnie. Bez niemowlęcych zamieszek… Wiecie, bez kasy jestem. 😉

 

Dobrej nocy wszystkim, a szczególnie Mamom.