Wśród setek „istotnych” informacji od Marcinkiewicza żegnającego Isabel w „Newsweeku” i wracającego w ramiona polityki, przez objawione światu plotkarskiemu pośladki Rafalali, na pierwszy plan brukowych wiadomości wysunęło się życie seksualne Joanny H. Ale od początku…

Sławna piosenkarka i chcąca być jeszcze bardziej sławna modelko-stylistko-wyrocznio-prezenterka przemówiły się w kwestii seksu. Zaczęło się od stwierdzenia „stylystki” na temat kreacji sylwestrowej Edyty G., że jest niczym „szybki numerek”, a skończyło na tłumaczeniu, że podobno Ona sama ( Joanna) uprawia dużo seksu i pewnie dlatego schudła. W międzyczasie Edyta G. napisała parę „złotych myśli” o nienawiści i innych mniej lub bardziej górnolotnych emocjach lub ich braku.

Czytam to sobie i zastanawiam się, czy to się dzieje naprawdę? Czy dwie czterdziestoletnie kobiety muszą się w taki sposób ze sobą komunikować? Obie mają niezwykłe talenty. Jedna nieprzeciętny głos i przeOGROMNĄ wrażliwość, a druga wielką umiejętność robienia zakupów i… jeszcze większą umiejętność robienia zakupów. Może powinny spisać umowę barterową, podszkolić się i wymienić wiedzą?

Jest także pozytywna strona całej tej dyskusji. Cieszyć się należy, że obie Panie nie mają w życiu większych zmartwień niż to.

Zgoda buduje, ale niezgoda daje klikalność w necie… Ciężki wybór?