Moje poniedziałki czy chcę czy nie zaczynam od spotkania z Ewą Chodakowską. Dziś jakimś cudem przeżyłam kolejny trening z tą jakże zabójczo zgrabną kobietą. Kiedy już po 45 minutach udało mi się złapać oddech zapytałam Ewki, czy woli treningi personalne, czy te w grupie. Odpowiedź mnie trochę zaskoczyła „Wiesz Malina, trening personalny pozwala na wiele więcej możliwości. Ale nic, naprawdę nic nie motywuje tak jak grupa”. Byłam pewna, że trening personalny to jest to! Oczywiście, że podczas takiego treningu Ewa może się w 100% skupić na ćwiczącej osobie…są też minusy…nie da się oszukiwać 😉

Wracając do domu zastanawiałam się nad tym, co mi powiedziała i zgadzam się z Nią! Sama chodzę na zajęcia grupowe i nie ma nic przyjemniejszego jak spotkania z tymi niezwykłymi kobietami, które tę grupę tworzą. Każda z nas jest inna, ale cele mamy takie same. Być szczęśliwą, dla siebie, dla rodziny, dla faceta. Gadamy o wszystkim dzieciach, kosmetykach, polityce, szkole…o tym co nas cieszy i zadziwia, o tym co smuci. „Nowe”, które tak naprawdę są nimi tylko przez pierwsze trzy zajęcia z początku spoglądają na nas nieufnie, po czym dołączają do konwersacji. W kobietach jest jednak siła,która pozwala im udźwignąć tak wiele rzeczy…bycie atrakcyjną, zadbaną, zdrową, wesołą. Bycie dobrą matką, żoną i prężną biznes woman. Nie jest to łatwe zadanie, ale przy ogromnej determinacji może się udać. Dziękuję Wam dziewczyny!

A co do samej Chodakowskiej to cholernie imponuje mi Jej chęć do działania nie tylko dla siebie, ale chęć mobilizacji innych! Ona wie, że my WSZYSTKIE damy radę, tylko potrzeba nam małego kopniaka, wielu przysiadów, setek brzuszków, ale co najważniejsze wiary! No i może jeszcze kilku płyt dvd z treningami Ewki, żeby tę wiarę także w domu móc utrzymać.

FullSizeRender

Wiecie co robimy po każdym treningu? Bijemy same sobie brawo… Ewa zapoczątkowała taką tradycję. Nagroda za naszą mobilizację i nasze „Yes We Can!”. Brawa należą się także Jej…za to, że jest z każdą z nas. Widzi nas wszystkie, dostrzega błędy przy wykonywaniu Jej poleceń, podchodzi i koryguje. Chwali i motywuje. Albo staje przede mną, kiedy już nie mam siły i tym swoim nieznoszącym sprzeciwu głosikiem mówi „No chyba sobie żartujesz Malina! Do roboty”. Przyznam się Wam szczerze, że czasem się Jej boję…