Karma… nie, nie ta dla psów. Ta, która krąży między ludźmi przez całe nasze życie…wraca 😉 i to jak!

Wczoraj mój najpiękniejszy z pięknych mąż skrytykował moje śniadanie, a dziś postanowił zrobić pastę z awokado i jajka, wkraczając w zaczęty już przeze mnie proces 😉

Najpierw oczywiste pytania… A czym to zblendować? (blenderem proponuję) A jak?(włożyć do pojemniczka i nacisnąć przycisk), ale Jemu się to nie kręci w tym pojemniczku… Widziałam już, że będą kłopoty, więc przezornie powiedziałam, żeby użył tradycyjnego blendera stawiając mu obok miseczkę. I to był błąd…  Zamiast przełożyć awokado, mój najcudowniejszy na świecie mąż włożył blender do pojemnika z bolcem co oczywiście skończyło się katastrofą…(brzmi perwersyjnie, ale skończyło się nadzianiem na bolec ). Zielono dość zrobiło się w naszej kuchni po wielkim warzywnym wybuchu, a zlękniony Fryderyk stwierdził, że śniadanko zje u babci.

No i się zaczęło… Ale jak to Mu się mogło stać? To nie działa! To nie Jego wina! Cholera musi posprzątać!!! Coś Mu źle powiedziałam! …Ja dodam , że zmarnował awokado 😉

IMG_5936

Kocham Go bardzo w upapranej kuchni, z zieloną paćką na twarzy i wszechwiedzącym stylem bycia… I choć w takich chwilach lepiej nie mówić nawet w myślach ” A nie mówiłam…”, to warto przypomnieć sobie pewne popularne hasełko… „Karma is a bitch!” więc Ty już nie musisz 😉

Z moich ust padło tylko…Pomogę Ci to ogarnąć Kochanie.

Miłej niedzieli 😉